słowa, których nie lubię.

ten tekst mógłby zamykać się w jednej lub dwóch linijkach: zasłużyłam; nie jestem godna; wychowywać; grzeczna; normalna.

jednak tu nie do końca o słowa chodzi, ale o to, co te słowa ze mną robią.

nie jestem typem, co prawi kołczerskie gadki, wrzuca cytat na każdy dzień roku, sieje pozytywny, acz niespójny bełkot, który powtarzany bezmyślnie bardziej szkodzi, niż pomaga, nie paulokoelizmuję i tak dalej. choć nie ukrywam, kiedy miałam ze dwadzieścia lat, oczarowałam się alchemikiem i myślałam, że w istocie, świat stoi przede mną otworem i faktycznie stał, ale, parafrazując andrzeja poniedzielskiego, niekoniecznie tym, co chciałam.

slowa-2

rzeczywistość nie zmieni się, bo ja tak chcę. miejsce parkingowe nie zwolni się od zaklinania wszechświata (ponieważ w tym samym czasie sto osób może prosić wszechświat, by załatwił im to miejsce), tylko wówczas, kiedy doczekam się, aż ktoś wyjedzie z parkingu. raczej jestem team nauka, niż team przeznaczenie, choć jest zajebiście magicznie oraz romantiko, kiedy jedno z drugim się spina i powstaje coś na kształt znaku z kosmosu. kto tam w tym kosmosie siedzi i pokazuje podłużnym paluszkiem z trójpalczastej zielonej dłoni co ma się kiedy wydarzyć i jak mam to zrozumieć – nie wiem.

slowa-3

aczkolwiek lubię myśleć, że świat jest dobry, a ludzie pomocni, bo wiele lat żyłam w odwrotnym przeświadczeniu i teraz sobie sprawdzam jak mi się idzie tędy. i idzie się nadspodziewanie dobrze. nie żeby zaraz złoczyńcy odrzucali noże na mój widok, a premier zwracał bezpodstawnie ukradzione narodowi pieniądze na przykład na wybory, które się nie odbyły. nie. ale jabłka jakieś czerwieńsze, a cytryny z cieńszą skórką.

slowa-4

trochę wierzę w piękną duszę, dobrze znam zaś twardą dupę, na którą trzeba upadać, kiedy żyćko rozciągnie na drodze swoją niewidzialną żyłkę, o którą zaczepiwszy kończyną, wyjebuję się zwykle solidnie. tak, tego doświadczyłam, a jak mawiają prastare baby: jak się nie przewrócisz, to się nie nauczysz.

otóż jest to również nieprawda. nie musisz się przewrócić, możesz po prostu być w czymś dobry i jakiś temat od razu może z tobą kliknąć, świat zaś nie jest sumą potknięć, po których ze zdartymi kolanami, lecz uszlachetniona, wstajesz i umiesz. nie. życie to nie jest kumulacja minusów dających plus. jak się czegoś nauczysz, to umiesz, a jak nie, to nie, nie musisz do tego mieć strupów ani na kolanach, ani na wspomnianej duszy.

slowa-5

cierpienie nie uszlachetnia, bo jakżeby miało? cierpienie robi, że cierpisz i boli. a potem, jak uda ci się z tego wywlec, to nie cierpisz i przestaje. nie wywlekasz się natomiast, że powtórzę, prosząc wszechświat o wolne miejsce na parkingu uleczonych dusz, tylko działaniem. krążysz, aż znajdziesz, lub czekasz obserwując, aż ktoś wyjedzie. czas nie leczy żadnych ran, to my działamy, żeby ran, tych w psychice, wraz z upływem czasu, nie było.

slowa-6

nie musisz na nic zasłużyć, na nic. możesz sobie coś zrobić, lub kupić i mieć. kawę, wakacje, meble w kuchni, ciastko, urlop. naprawdę nie trzeba się urobić, drobnymi kroczkami wędrować obok jakiegoś pana i władcy, czy też pani i władczyni i służyć mu/jej. nikomu. to słowo ma dla mnie konotacje niewolnicze, a moje dążenia skupiają się na byciu wolnym człowiekiem. wolnym i takim, który nie krzywdzi. postawa służalcza nieodmiennie kojarzy mi się z przemocą, patriarchatem i zarządzaniem strachem oraz odbieraniem godności. i tu wjeżdża z impetem:

nie jestem godna. uch! jak to słyszę, to mi się flaki przewracają. jesteś godna. jesteś godny. właśnie taka/taki, jaka/jaki jesteś. żeby przyszedł do ciebie każdy. bóg, ojciec, matka, syn, córka, czy inny kmicic we własnej osobie. każde istnienie jest ważne i potrzebne. równe. choć startujemy z naprawdę różnych poziomów. jesteś dość.

slowa-7

w tym nurcie prowadzę córki. nie wychowuję. nie prowadzę hodowli fajnych ludzi z certyfikatem, nie ustawiam ram, w których mają się zmieścić. towarzyszę im w rozwoju, jestem, wspieram, ale nie wychowuję. tak, znam definicje, mam skończone studia pedagogiczne, ale to słowo zamieniam sobie na garść innych, bo wychowanie to dla mnie ustawianie się w wyższej pozycji, bo ja wiem, to ja ci pokażę. czasem, najnormalniej w świecie nie wiem nic i to moje dzieci mi pokazują. z ich perspektywy świat jest zupełnie inny. czy gorszy? a w życiu! czy lepszy? momentami znacznie. jestem zaszczycona, że mogę sobie jeszcze poleżeć z nimi na trawie, z patyków zrobić szałas lub tratwę, albo grzebień dla niewidzialnych jednorożców z kosmosu.

slowa-8

w moim byciu z dziećmi nie ma też miejsca na „bądź grzeczna”, „siedź normalnie” i „jedz ładnie”. bądź grzeczna czyli jaka? rób to, co ja chcę, a nie to, co ty chcesz? dziwne. grzeczna, jako kulturalna, jeszcze rozumiem. ale to słowo – „grzeczna” – eliminuję ze swojego słownika. co to znaczy siedź ładnie, jedz ładnie, zachowuj się ładnie? co to znaczy „usiądź normalnie”, „jedz normalnie”, „zachowuj się normalnie” dla dziecka? mówię: usiądź, proszę, na pupie, nie na nogach, wyprostuj plecy, usiądź przodem do stołu. jedz bez śpiewania, bez kopania się pod stołem z siostrą, przestań pluć do zupy, jedz widelcem. i też nie codziennie. sama cisnę w sobotę naleśniki z łapy w piżamie przy stole z podwiniętymi nogami. mówię: „chcę, żebyś to zjadła”, „chcę żebyś tego nie jadła”. „nie chcę, żebyś to robiła”. „nie lubię, kiedy śpiewasz przy jedzeniu”, to wszystko, co mówię, dotyczy mnie.

co z tym zrobią dzieci, zależy wyłącznie od nich. podobnie jak to, co zrobicie z tym wy.

pytacie mnie, a jakże, jak się wychowuje takie dzieci. a ja zgodnie z prawdą, odpowiadam, że nie wiem. nie wiem, jak się wychowuje. ale wiem, jak się ich słucha, szanuje, jak się im odpowiada nawet na najtrudniejsze pytania, jak się je traktuje dobrze, wiem, jak się im towarzyszy i czasami podpowiada, a czasami popycha w stronę, którą uważam za dobrą. wiem, jak im się proponuje i wiem, jak się wdraża ich pomysły.

i najważniejsze, że one też to wiedzą.

slowa-9
Komentarzy
  • Maria
    Odpowiedz

    Cudne jak zwylke, umiesz w slowa

  • Justyna
    Odpowiedz

    To szacun. Po,prostu.

  • Kama
    Odpowiedz

    Nikt tak pięknie nie pisze o relacji córka-matka jak Ty. Sprawiasz,że zwoje mózgowe zaczynają trybić lepiej bo czulej. Sprawiasz, że inna mama jest bardziej uważna a pejczyk od samobiczowania w swojej matczynej nieporadności odkłada na bok. Dziękuję. Lubię sposób, w który składasz litery. Jesteś dość. Jestem dość.

  • Oliwia
    Odpowiedz

    Czytam, podziwiam, zazdroszczę? Obiecuję sobie być lepszym rodzicem. A potem przychodzi kolejny dzień i znowu jestem taką mamą jak wcześniej. Brak mi cierpliwości, powielam stereotypy (choć tego nie cierpię). Cieszę się, że jesteś, piszesz. Próbuję się zmienić. Może zamiast Ciebie czytać wieczorami, powinnam robić to rano. Dziękuję i pozdrawiam

  • Natalia
    Odpowiedz

    zaadoptuj mnie. plis.

  • Anka
    Odpowiedz

    Po prostu i już. Super

  • Ola
    Odpowiedz

    Dobry, prawdziwy tekst. Zostawiam ślad, choć z reguły tego nie robię. Popieram, podziwiam i życzę… więcej!

  • Kasia
    Odpowiedz

    O Matko Jedyna, gdybyśmy wszyscy mieli takich rodziców jakże piękniejszy byłby świat… No i terapeuci mogliby trochę odpocząć. Dzięki że jesteś i że są Twoje dzieci.

  • Olga
    Odpowiedz

    Dzięki ❤️

  • Sylwia
    Odpowiedz

    Pięknie napisane. Brakowało mi tego u siebie, nie umiałam tego nazwać tego,,niewychowywania,, mojego dziecka. Dzisiaj ma już i tylko 18 lat a ja wiem, że fajnie było i jest mu towarzyszyć a nie wychowywać,wyhodować. Te spojrzenie gdy spokojnie stałam jak dwulatek darł się tarzając na ziemi bo chciał coś ze sklepu, od pierwszego ,,ja pierdolę,,usłyszał że ja mama też,,pierdolę,, i że to brzydko brzmi 🙂itd. Że wszystko ma swoje konserwacje, gdy teraz od 3 tygodni słyszę,,mogę bo mam 18 lat,, a ja ,,czy kiedykolwiek ci czegoś zabroniłam? Zawsze dawałam wybór. Kazałam jedynie uczyć się angielskiego i tak jest do teraz 😀

  • Sylwia
    Odpowiedz

    Konsekwencje miało być

  • Kasia
    Odpowiedz

    A co tu komentować 😉 najlepiej ❤️

  • Alicja
    Odpowiedz

    Fajnie opowiedziane i dobre to 🙂

  • Kasia Kasiulek
    Odpowiedz

    Niezwykle mądry i ważny tekst🙂 W przypadku obcowania z małymi dziewczynkami jest trochę łatwiej, w przypadku małych chłopców już niekoniecznie🙂 tu jednak przygotowanie do życia w tym świecie prosi się o ciut cięższy sprzęt. Ale narzędzia pozostają te same🙂 Ściskam mocno i dziekuję.

    • matkojedyna
      Odpowiedz

      nie mam synów, ale nie wiem dlaczego miałabym ich nie słuchać, nie szanować, nie pozwalać być sobą i nie rozmawiać 🙂

      • Kasia Kasiulek
        Odpowiedz

        Ależ ja tego absolutnie nie neguję, też wychowałam córkę a teraz jestem najszesliwszą babcia 6-ketniego chłopca. Mogę więc porównać, że z chłopcem trzeba ciut więcej dyscypliny. Tylko tyle🙂

  • Magdalena
    Odpowiedz

    Pięknie napisane! ❤

  • Monika
    Odpowiedz

    Uwielbiam Cię czytać, podziwiam słowa, które tak trafnie ubierają mądre przemyślenia i myśle sobie, że to jakie są Wasze córki to jest Wasza zasługa i nie można powiedzieć, ze nie. Dzieci uczą się przez obserwowanie dorosłych, doświadczenia, otoczone mądrymi, ciekawymi ludźmi same stają się właśnie takie.

    • Ola
      Odpowiedz

      Uff… wychowujesz bez zadęcia. Też nie lubię patriarchatu w rodzicielstwie-dziecko jest na równi z nami, i klasyfikowania czy dziecko jest grzeczne/niegrzeczne. Śmieszyło mnie gdy moje dzieci były malutkie, ledwo co mówiły, przemieszczały się jeszcze w wózku a ktoś znajomy zadawał pytanie: czy są grzeczne😂Patrzyłam wtedy na niego jak na debila i nie wiedziałam czy traktować poważnie.
      A podsumowując i tak wychowujemy dając dzieciom przykład.

  • Lukrecja
    Odpowiedz

    Uwielbiam Cię czytać 💗

  • Paulina
    Odpowiedz

    Chcę jak Ty. Próbuję z moją dwójką. Najtrudniej chyba uwolnić się od słów, które słyszałam od własnych rodziców i dziadków, a widzę że pod ścianą emocji próbuje jak oni. Ale tak nie chce i ciągle od nowa. Te małe ludzie są takie niezwykle, kiedy da się im przestrzeń na bycie sobą!

  • Basia
    Odpowiedz

    Najlepiej🧡🧡

  • Marta Skiba
    Odpowiedz

    Mądrą, empatyczną z analitycznym umysłem kobietą jesteś. Po prostu. I pewnie p innych cech posiadasz, i nabytych doświadczeń, które pomagają Ci w takim właśnie „prowadzeniu” dzieci. Dla mnie wspaniałe. Szkoda, że nie prowadziłaś bloga jakieś 25 lat temu, bo na pewno wiele bym skorzystała. Pozdrawiam serdecznie.

  • Kasia Warpas
    Odpowiedz

    Pojdz no w me ramiona. Mam podobnie w mym macierzynstwie i czasem czuje sie jak kosmitka. Ukochy! p.s. Kupilismy takie drabinki! Maz dal sie przekonac Twoimi zdjeciami. Dziekuje :*

  • Alicja
    Odpowiedz

    „Wiem, jak się słucha, szanuje” ❤️

  • Agata Żyto
    Odpowiedz

    Nie lubie jeszcze „starość nie radość” i „w twoim wieku już nie wypada”.. np nosic kolorowych ciuchów, tańczyć kiedy sie chce i siedzieć na podkurczonej nodze. Serio??! Mam 47 lat i własnie dlatego robię to czego wg innych nie wypada robić paniom w tak dojrzalym wieku😂

  • Dorota
    Odpowiedz

    Nie umiem tak pieknie jak Ty, ale sie ucze. Codziennie. 💟

    • Katarzyna
      Odpowiedz

      Matko! Nie mam i nie chcę mieć dzieci. Ale czytam. Czytam Cię już długo. Teraz pierwszy raz komentuję. Bo chciałabym mieć taką mamę, a jeśli kiedykolwiek miałabym jednak dzieci, to chciałabym być taką mamą. Serce się raduje, że są na świecie tacy ludzie jak Ty. Dobrzy. Tak po prostu. Cieszy mnie to, że skupiasz wokół siebie ludzi podobnych sobie. Sposób w jaki piszesz sprawia, że poruszasz w sercach czytelników te wrażliwe struny. Twoje wpisy każą nam się na chwilę zatrzymać, zadumać, spojrzeć na sprawy inaczej. Lepiej, łaskawiej. Wystarczająco dość. Dziękuję!

  • Anna
    Odpowiedz

    A ja powiem z innej perspektywy- właśnie tego dziecka. Warto, warto iść ta droga. Bo my kiedy już dorośniemy, i zrozumiemy ten świat (na tyle na ile się da) docenimy te nasze Mamy Jedyne które zamiast krzyczeć „tylko się nie ubródź” zakładały nam kalosze(albo i nie 🤫) i mówiły „tam jest super kałuża żeby się potaplać”. Dawały wolność i pozwalały odkrywać samych siebie, wspierały i po prostu były kiedy to odkrywanie kończyło się pobitym tyłkiem gdy człowiek spadał na 4 litery z góry swoich ambicji.

  • AlinKa
    Odpowiedz

    Ooo to, to…pozytywny bełkot. Zawsze wyczuwałam, że z pozytywnymi teoriami jest coś nie tak. Jest w nich coś sztucznego i nieprawdziwego. Wywalam zatem skrajne wartości (negatywne i pozytywne) i biorę sobie środek. Jest chyba najuczciwszy i najprawdziwszy.

  • IWONA
    Odpowiedz

    Ojej, czytam, chłonę to co piszesz i ciągle nie mam dość.Rodzimy te dzieci, są czystą kartą i niby to jak je wychowamy takie mamy. Ale tak nie zawsze jest i całe szczęście bo niektórzy ludzie niestety nie powinni mieć dzieci.
    Ale też całe szczęście że większość z nas jednak jest dość.
    Uwielbiam Cię czytać Matko Jedyna a szczególnie tak na dobranoc i dzień dobry.

  • Paulina
    Odpowiedz

    Dziękuję za ten tekst ❤️. Za jego początek, środek i koniec…to chyba ten magiczny znak z kosmosu dla mnie 😅. Już niedługo zacznę swoją drogę z „wychowywaniem” i tak bardzo się boje….tak bardzo się boję, że gdzieś w tym całym lęku, który mnie otacza zapomnę słuchać własne dziecko – tak bardzo wyczekiwane. Że zamiast właśnie działać będę czekać na cuda…bo jestem grzeczna i nie wychylam się dla wszechświata.
    Dziękuję ❤️

  • Mariola
    Odpowiedz

    Omg. Czytam to i się zastanawiam jak to wszystko zrobić. U mnie to w domu słabo wygląda i trudno wdrożyć zmiany 🙁

  • alicja
    Odpowiedz

    mój maluszek ma dopiero 10 miesięcy, a ja już czasem popadam w minipanikę, czy podołam być dla niego dostatecznie dobrą mamą. potem czytam Twoje posty i myślę, że dam radę. jak nie będę dawać, to zgłoszę się na konsultacje, ok?

Zostaw komentarz

Start typing and press Enter to search