sama mama.

zamieściłam niedawno na moim facebooku i instagramie zdjęcia, które podpisałam ogólną konkluzją, aby szanować ojców.

no bo pokoje są zwykle dla matek z dziećmi, instytuty matek polek oraz matek i dzieci, identyfikacja komunikacyjna zwykle zawiera w sobie matkę z dzieckiem za rączkę, a ci ojcowie jakoś tak zawsze z boku.

mother-walking-with-three-babies

pod tym wpisem odezwały się osoby twierdzące, że nie każdemu ojcu należy się szacunek, że niektórzy są tylko dawcami spermy, że nie doceniali, bili i pili, a ja, stająca w ich obronie, że owszem, szacunek to może niekoniecznie, ale wdzięczność to im się jednak należy. zostałam więc zarzucona stwierdzeniem, że co ja mogę wiedzieć, skoro miałam dobre dzieciństwo i że syty głodnego nie zrozumie.

otóż jesteście, drodzy państwo, w błędzie. nie miałam pięknego, beztroskiego dzieciństwa, usłanego płatkami róż sypanymi w białej sukience na boże ciało, ani karmelkami, ani wyłożonego watą cukrową, ani kocykiem minky.

mohammad-amiri-rx4qs2-omsm-unsplash

nie.

miałam PRL wyłożony grubo octem i musztardą, ciepło płynące jedynie z poprzydeptywanych brązowych filcowych kapci i swetra po bracie z dużym napisem: michał. napis wyszyła mama, lecz tego nie pamiętam.

cardigan-clothes-sweater-45982

miałam strach, głód, brud, poczucie wstydu, brak jakiegokolwiek poczucia bezpieczeństwa, odrzucenie i syf, którego, najogólniej rzecz ujmując, nie polecam. uważam, że wsadzenie w to dzieci było z zasady złe. jest jednak druga strona medalu – nurtujące mnie odwieczne pytanie, czy gdyby nasi starzy zostali w tym związku, to byłoby dobrze? a jak tak, to komu? mamie? tacie? nam – dzieciom? a którym? pierwszemu czy drugiemu? obojgu? czy nikomu? nigdy się nie dowiemy. choć poświęcam temu, by się dokopać do odpowiedzi całe swoje świadome istnienie, choć przećwiczyłam wszystkie możliwe scenariusze i prawdopodobieństwa, nie dowiem się. na moje wątpliwości, rzucane raz po raz przez telefon bratu, usłyszałam: a co, jeśli nagle zjawiłby się przed tobą wielki budda i mogłabyś zadać mu te wszystkie trudne pytania i on by odpowiedział: „nie wiem”? co wówczas? odpowiedziałam: wówczas, no cóż, żyłabym dalej. i to jest właśnie odpowiedź – stwierdził mój najmądrzejszy na świecie brat.

chris-ensey-16qrjudizne-unsplash

trzeba żyć. można być wdzięcznym. można się rzucać, można się godzić, a można wcale. to, co się stało, już się nie odstanie, że tak górnolotnie polecę prawdą z babcinego kalendarza z mądrościami jedna na każdy dzień roku. i mimo że wiem, że to nic nie da – i tak się nurzam w „co by było gdyby”.

mówi się, że szczęśliwa matka, to szczęśliwe dziecko, a ja sobie myślę, że szczęśliwa matka, to szczęśliwa matka, a szczęśliwe dziecko, to szczęśliwe dziecko. jasne, jedno z drugim się mocno wiąże. przenika. ale nie pokrywa. to nie są dwa zbiory z częścią wspólną obejmującą wszystkie jabłuszka w obu. wiadomo, że dzieci swoimi małymi noskami wszystko wyczuwają i mają swój lisi spryt, żeby przechwytywać emocje. także te, które się turlają niechciane po domu razem z kotami z kurzu. ale czy zawsze szczęśliwa matka to szczęśliwe dziecko? mam w swoim otoczeniu niejedną osobę, która była wkurzona na mamę, że nie odeszła od ojca, albo że odeszła za późno.

to nie jest takie proste.

nate-neelson-ko4za3lwcoi-unsplash

na urlop zabrałam ze sobą książkę „sama mama. jak przejść przez rozwód i żyć dalej” autorstwa joanny szulc. sama stwierdzam, że dziwny to wybór, jak na wakacje z rodziną, ale książkę przeczytałam z dużą ciekawością. pomijam jej edukacyjny walor w postaci rozmowy wywołanej przez podtytuł. o tym, że ludzie się rozstają, że rodzice się rozwodzą. że nie zmienia to w żadnym stopniu faktu, że rodzice tak samo kochają dzieci. że tak, moi też się rozwiedli i że w otoczeniu mamy dzieci wychowywane w domach z rozwiedzionymi rodzicami. że te dzieci są fajne, że ci rodzice są fajni i że to nigdy nie jest prosta decyzja.

20190706_175615-01

zaczęłam się zastanawiać czy gdyby moja mama, a w zasadzie tata też, przeczytali w tamtych czasach tę książkę, rozstaliby się inaczej? czy nam, dziś już dorosłym, gdybyśmy wtedy usłyszeli to, co przeczytałam w tej książce, byłoby łatwiej? może wtedy nie drapałabym strupa przez 30 lat?

to, co jest niezwykłe w tej książce, to szacunek, z jakim się mówi o obojgu rodzicach. to przewodnik dla kobiet jak się rozstać zostawiając za sobą jak najmniejsze zgliszcza, bo wiadomo, że palić się będzie. a może uda się zbudować dla dzieci bezpieczny rodzaj relacji z byłym mężem? ta książka to rozmowy z psychologami, psychiatrami, seksuologami, kuratorami sądowymi, wszelkiej maści specjalistami, jak przejść przez rozwód. jakie mają prawa rodzice, jak rozmawiać z dziećmi, czym są alimenty, do kogo pójść po pomoc i jak sobie poradzić po. dlaczego rozwód jest trochę sukcesem, a trochę porażką.

20190706_175850-01
20190706_175832-01

książka jest brawurowo uchwyconą przez autorkę merytoryczną opowieścią fachowców, jak przejść przez bagno suchą nogą, a jeśli robi się grząsko, to jak pomóc założyć wszystkim kalosze. jestem pod dużym wrażeniem tej pozycji.

twinsfisch-9_5z24t0dfa-unsplash

czy zatem dzięki „sama mama”, przestanę drapać patykiem w starej ranie, rozkładać na części pierwsze możliwości i prawdopodobieństwa, postawię kropkę i przyjmę: „tak było i już”? czy przestanę czuć to, co czuję, mimo że głową ogarniam, że to co noszę na butach i na każdym swetrze w miejscu serca to prastare błoto? czy przestanę za sobą ciągnąć na sznurku oponę od tira, czy kiwnę głową przytakująco po tej lekturze mrucząc zwyczajowe staropolskie: „aha” tak, jak powinny przytaknąć owoce połowy (nie znam dokładnych statystyk) małżeństw socjalistycznej, pijanej, porozbijanej polski? powiem jak budda: nie wiem.

wang-junyi-5tflczrgdli-unsplash

ale: czy warto być wdzięcznym obojgu rodzicom, nawet jeśli w dużej mierze przespali, przeawanturowali, przeleżeli na podłodze, po prostu zniknęli nasze dzieciństwo?

tak.

za życie.

gdyby nie oni, nie moglibyśmy teraz czytać (wy), pisać (ja), płakać, śmiać się, wychowywać naszych dzieci lepiej, czytać mądrych książek, by mieć spojrzenie z obu stron, lub wiedzieć gdzie szukać siły i wsparcia.

wszystkim kobietom w trudnej sytuacji dedykuję tę pozycję. i oddam swój egzemplarz, bo mam nadzieję, że nie będzie mi nigdy potrzebny…

 

zdjęcia, jeśli nie są moje, pochodzą z pexels.com i z unsplash.com.
wpis powstał we współpracy z wydawnictwem agora.
książkę można kupić w kulturalnym sklepie, o tu.
Komentarzy
  • Magda
    Odpowiedz

    Z chęcią przechwycę i przeczytam.ujęło mnie to jak odpisałaś tę książkę ! Też Magda

    • matkojedyna
      Odpowiedz

      książka już wydana. niestety cieszy się dużym zainteresowaniem. niestety…

  • Marysia
    Odpowiedz

    Ja właśnie przeżywam kolejne już w dorosłym życiu rozdarcie serca brakiem taty w dzieciństwie. Tak bardzo bym chciała, żeby było ostatnie. Widocznie nie umieli inaczej, kocham oboje bardzo bardzo bardzo. Ale dziura w sercu jest, wciąga mnie i ludzi wokół.

    • matkojedyna
      Odpowiedz

      nie pozwól. to już było <3

  • Danka
    Odpowiedz

    Wiele razy prosiłyśmy z siostrą mamę, żeby rozwiodła się z ojcem. Zrobiła to kiedy obie miałyśmy już swoje rodziny. Do dziś drapię strupy, bo życie w takiej rodzinie było koszmarem. Nie było alkoholizmu. To nie jedyna przyczyna dramatów. Mam sporo lat więcej od Ciebie, wciąż drapię strupy.

    • matkojedyna
      Odpowiedz

      „nie jest ważne co z nami zrobiono, lecz co my zrobimy z tm, co z nami zrobiono”. tulę. tyle mogę.

    • Karolina
      Odpowiedz

      Moja mama rozwiodła się gdy miałam 5lat, czy dobrze zrobiła? Myślę, że tak. Czy zostawiło to na mnie jakieś piętno? Myślę,że tak… Co pamiętam do tej pory z tamtego czasu? Po pierwsze mimo,że rodzice starali się ukrywać kłótnie i nie robić tego przy mnie pamiętam jak już byłam w łóżku i na dobranoc słuchałam bajki na magnetofonie i oni się kłócil,a ja podglaśniałam żeby nie słyszeć. Albo następne gdy zapytałam czy Tata wróci, a mama powiedziała,że nie. Stwierdziłam,że może to lepiej… Ale czy było z jednej strony chyba tak,ale mój tata jakby nagle wyparował i nie za bardzo kwapił się do kontaktów,trochę trwało zanim udało się znowu spotkać i chciałam zaznaczyć, że to wychodziło bardziej ze strony mojej mamy i babci- próba kontaktu i „przypomnienie” o dziecku. Kocham moich rodziców i mój tata dobrze wie jak mi został psychikę w tamtym czasie zwłaszcza nie dotrzymywaniem słowa,że przyjdzie do mnie-a nie przychodził,a ja czekałam w oknie i płakałam. Staram się zapomnieć i nie grzebać w tym,ale…cóż pewnych rzeczy nie zapomnę nawet jak bym bardzo chciała. Teraz wiem,że on taki Po prostu jest,ale mnie kocha na swój sposób i to też wiem. Podziwiam moją mamę i babcię,że mimo tego jak to wszystko wyglądało nigdy jak byłam mała nie szkalowali ojca, nikt nigdy przy mnie złego słowa nie powiedział wręcz go usprawiedliwiali przede mną zaryczaną i rozczarowaną kolejny raz.

      • matkojedyna
        Odpowiedz

        dziękuję za twoje słowa.

  • Agnieszka
    Odpowiedz

    matkojedyna ale bym przeczytała, jest mi teraz tak bardzo potrzebna, może będę mogła coś lepiej zrobić dla dzieci 🙁 niestety 🙁

    • matkojedyna
      Odpowiedz

      kup, pożycz, czytaj. moja już wydana…

    • Paulajna
      Odpowiedz

      Moi rodzice są po rozwodzie już kupę lat. Kupa to słowo, które dobrze oddaje to co się działo w naszej rodzinie. Długo nie miałyśmy kontaktu z ojcem i nadal jest lichy A licho nie śpi niestety. Półsłówka, półspotkania odciskają na mnie niewyobrażalne piętno emocjonalnej rozsypanki. Bo wiecie jak to jest się mierzyć ze swoimi lękami? Turbo tudno.
      My, rodzice na start powinniśmy mieć obowiązkowo takie pozycję do poczytania. I trzymam kciuki abyśmy nie musieli korzystać z wiedzy innych, mądrzejszych ale na zaś zachęcam, pozdrawiam.

  • Marta
    Odpowiedz

    Mimo wszystkich krzywd jakie zadał mi ojciec mojej czwórki dzieci (przemoc domowa), kiedy w końcu podjęłam rozpaczliwa decyzje o rozwodzie, zawsze wiedziałam ze będzie dla mnie bardzo ważne,by on miał z nimi kontakt. Nigdy również nie pozwoliłam pozostałym członkom mojej rodziny zle wypowiadać się na jego temat przy dzieciach. Po co dzieciom obcinać skrzydła?
    Dzięki decyzji sądu ojciec dzieci MUSI widzieć się z nimi raz w tygodniu, niezależnie od pory roku/jego humoru/czy awersji do mnie. I cieszę się z tego, bo maja z nim regularny kontakt.
    Czy jestem wdzięczna? Dał mi najpiękniejszy skarb na świecie, i moje dzieci maja z niego to wszystko, co w nim kochałam i co było w nim piękne. Reszta to już moja własna historia, dzwiganie się z depresji i życie z opona od tira u nogi. Ale ŻYJĘ.
    Książka dawno kupiona, leży na półce i czeka na swoją kolej 🙂

    • matkojedyna
      Odpowiedz

      żyj! 🙂

  • Claudie
    Odpowiedz

    Moi rodzice nigdy się nie rozwiedli, mimo to się rozstali, choć ciężko nazwać „rozstanie” rozstaniem, kiedy wciąż mieszka się z byłym partnerem pod jednym dachem, w strachu, gniewie, z trojgiem równie (a może i bardziej) wystraszonych dzieci. Wciąż razem tylko w oddzielnych pomieszczeniach. Ich małżeństwo burzliwe, pełne przemocy, alkoholu, łez, gwałtów i dramatów skończyło się sprawą w sądzie o znęcanie i słowami matki „mój Boże tylko go nie zamykajcie…”, „pije i bije ale to dobry człowiek” Nikt nie myślał o szacunku tym wzajemnym i tym do samych siebie, o dzieciach nie wspominając…rozdrapuję rany. Nie pozwalam im się zasklepić. Staram się nie obwiniać, choć wina jest oczywista. Staram się postępować inaczej, choć ciężko, gdy na plecach ma się bagaż głównie gównianych doświadczeń. Ale myślę o rodzicach, ich małżeństwie, o ich rozstaniu. Drapię rany, babram się w tym. Mimo upływu lat wylewam łzy. Książkę przeczytam- może coś zrozumiem choć sama mam nadzieję z jej treści nie korzystać nigdy.

  • A.
    Odpowiedz

    A ja z tej drugiej strony… dziękuję…

    • matkojedyna
      Odpowiedz

      :*

    • Syla
      Odpowiedz

      Mam prawie 40 lat i nadal drapie strupy, ale od roku na terapii DDA. Wiem już, że nie jestem nic winna rodzicom jak nie raz słyszałam że musze. Nie zaciagnelam u nich kredytu z chwilą przyjścia na świat i nie muszę nic spłacać, nie muszę być wdzięczna za awantury, pijaństwo, wstyd, policję, głód… ale za życie jestem im wdzięczna…. Polecam ” Czując rozmowy o emocjach” Agnieszka Jucewicz

  • Marta
    Odpowiedz

    Ja dziś już wiem że moje dzieciństwo skaleczylo mnie, blizna jest i boli wtedy jak pogoda się zmieni. Szkoda że mój mąż ni jak nie umie tego zrozumieć. Sam mial dziwne dzieciństwo. Moje przepełnione strachem, alkoholem ojca i przemocom psychicznom a jego, ojcem- pracoholikiem i cholerykiem. Rodzice się rozwiedli jak byliśmy dorośli. Za pozno. Ja pracuje nad sobą. Tak mi się wydaje. Sciskam

    • matkojedyna
      Odpowiedz

      ściskam. każdy z nas coś wlecze, oni także… bądź wyrozumiała, dla siebie najbardziej.

  • Em
    Odpowiedz

    Aha nie jest wyłącznie staropolskie, to rodzaj myśli przeblyskujacej ego, która jest wynikiem medytacji buddyjskich, cenie za wpis tym bardziej że budda ♡☆♡♡♡♡☆☆☆☆☆

    • matkojedyna
      Odpowiedz

      <3

    • Sabina
      Odpowiedz

      Mojego ojca bardzo zmieniła choroba, moja mama pomimo co Bóg złączył człowiek niech nie rozdziela,nie dała rady. Stlukł ją na kwaśne jabłko dwa razy,na trzecie raz już mój Dziadek nie pozwolił bo by ją chyba zabił. Bałam się ojca, nie pamiętałam jaki był przed chorobą, mama odeszła od niego jak miałam 8 lat i dopiero wtedy zaczęło się moje dzieciństwo. Trauma rozwodu rodziców długo się za mną ciągła, pytanie pani psycholog Czy pojechałabym z TATUSIEM na wczasy do Bułgarii do dziś pamiętam i moją odpowiedź: Tylko z mamusią ! Walczył o spotkania w sądzie A potem wcale nie przychodził. Zapomniał. A mnie się dobrze żyło bez taty. Wchodząc w dorosłe życie, tworząc związek panicznie bałam się żeby nie bił! Teraz po latach wiem,że szukałam kogoś kto by się mną zaopiekował. Znalazłam. Starszy.Sporo starszy. Ja 19 ,on 37. Dla mnie ideał. Mądry, zaradny, po przejściach. Nie pił, nie bił. Lepił mnie jak gliniany garnek,na swoje podobieństwo. Co powiedział było święte. Powoli odsunął od znajomych,od rodziny. Razem było nam najlepiej, 24 godziny na dobę. Każda próba przekonania do własnego, mojego zdania kończyła się Co Ty tam możesz wiedzieć, pojeb . .Cię! Nauczyłam się, że lepiej się ze wszystkim zgadzać to i między nami jest dobrze. Przywykłam. Pozwoliłam na to teraz to wiem. Chciałam dla naszej córki pełnej rodziny, z mamą i tatą. Pierwszy raz uciekłam do mamy, będąc w ciąży kiedy zarzucił mi że to nie jego dziecko. Jak się urodziła, stwierdził że wszystko taty. Wróciłam bo nie wyobrażałam sobie życia bez niego! Choć już wtedy ludzie ostrzegali, odejdź bo będzie jeszcze gorzej. Zmiana miejsca zamieszkania,z daleka od rodziny jeszcze bardziej mnie od niego uzależniła. Następny kryzys, mała ma 4 latka, znowu wyjazd do mamy. Ta cholerna zazdrość! Obsesyjna! Ja dalej nie widzę możliwości życia bez niego,wracam. Nie piję,nie bije jest dobrze.Dla innych jesteśmy idealnym związkiem. Tyle lat razem a tak się kochają. Pracujemy razem,wiem że po to żeby miał mnie na oku czy się właściwie zachowuję. Przywykłam bo jest dobrze. Bańka pęka po 20 latach, córka ma 15 lat. Mamusiu słyszę, a ja myślałam, że jesteśmy idealną rodziną. Stworzyłam jej iluzje rodziny. Teraz to wiem. Myślałam, że i to przetrwam. To mój jedyny mężczyzna, jedyny związek. Kontrola telefonu,zabieranie dokumentów, pilnowanie nawet podczas zakupów. A w domu tylko jego głośny monolog z wszelkimi możliwymi epitetami, wymuszanie seksu, opluwanie przy córce. Pisanie ukradkiem smsów do mamy,i ich kasowanie żeby nie przeczytał. I słowa córki: Mamuś chodź jedziemy do babci bo ja już nie wytrzymam. Jedyna okazja, żeby uciec. Nie zabrał mi dokumentów, zostawił kluczyki od auta. Nie poszłam do pracy bo byłam naprawdę chora. Jedyna okazja. Pakujemy się w worki na śmieci, bo nawet nie mamy walizek w domu. Jesteśmy spakowane w dwie godziny. Córki nie dam rady. Mamuś teraz ,bo inaczej to Cię kiedyś tą maczetą co wozi w aucie zabije! Uciekamy! Pierwszy raz jadę autostradą sama prowadząc, wcześniej jeździłam tylko z nim robiąc 17 km z domu do pracy i z powrotem A i tak według niego nie umiem jeździć. Pierwszy raz ,jadąc z córka pokonuję sama prawie 250 km. Jestem u mamy. I nie wiem co dalej. Zaczyna się. Strasznie, że zaraz po nas przyjedzie z policją, zabiorą dziecko do poprawczaka bo nie chodzi do szkoły! Po tygodniu jestem wstanie iść na policję i prosić o założenie niebieskiej karty. Po kilku miesiącach jestem wstanie złożyć zeznania w sprawie o znęcanie się psychiczne. Wracamy ale już nie do niego,do wynajętego mieszkania. Córka wraca do szkoły,wychowawczyni i psycholog wiedzą co się dzieje u nas w domu bo udało mi się być kiedyś samej na zebraniu i powiedzieć. Smsy z groźbami zgrywam na płytę dla policji, wzywam policję do domu bo grozi że odkręci koła od samochodu. Córką nie chce spotkań z ojcem , nachodzi ją w szkole. Sprawy w sądzie o znęcanie się, o alimenty, o ograniczenie praw rodzicielskich. Zakaz zbliżania ma na dwa lata,praw rodzicielskie nie ograniczone a odebrane, alimentów nie płaci. Uwalniam się od psychopty już trzeci rok i końca nie widać. Ale żyję. I moja córka jest szczęśliwa! Ale psychicznie też skaleczona tak jak ja. Nie tego dla niej chciałam. Miało być inaczej niż u moich rodziców. Było jeszcze gorzej. Teraz to wiem. Nie wiem co przyniesie przyszłość. Żyję przeszłością i nie potrafię zapomnieć. Wielu rzeczy się uczę mając 42 lata. Ale żyję. Jeszcze. Nie wiem czy dam radę, ale córka mówi Mama tyle żeśmy zniosły! I dałyśmy radę! To i teraz damy! Mnie już nie ma,żyję tylko dla niej. Może kiedyś będę żyła i dla siebie.

      • matkojedyna
        Odpowiedz

        .

  • Ja
    Odpowiedz

    Naszego Dawce Genów kochałam bezgranicznie wybaczając wszytko i pozwalając na wiele.Zycie z socjopata nie jest łatwe,gdy pojawiło się 1 sze dziecko było coraz gorzej,drugiej ciąży kazał się pozbyć.Nie posłuchałam,wyprowadził się gdy byłam w 4 miesiącu
    Żyjemy sami,spokojni,nie ładuje w maluchy opowieści złych o nim a on nie ma kontaktu żadnego na pytanie czemu nie ma go z nami odpowiedziałam ze nie potrafił kochać siebie wiec nie kochał nas
    Wystarczy po co zatruwać małe serca jadem

  • Olga
    Odpowiedz

    Ciekawie napisałaś. Żałuję, że moi rodzice nie mieli takiej książki, kiedy się rozwodzili. Ale właśnie… teraz zapewne nie ma już czego żałować. bo co się stało, to się nie odstanie i trzeba iść dalej. Mam nadzieję, że mnie praktyczne rady z tej książki nie będą nigdy potrzebne, ale może jeśli ją przeczytam dziś, pomoże to zaleczyć stare rany…?

    • matkojedyna
      Odpowiedz

      najszybciej się dowiesz, jeśli to sprawdzisz 🙂

Zostaw komentarz

Start typing and press Enter to search