czasem się człowiek postrzega, jakby był bradem pittem, a czasem, jakby był jego zwłokami dosyć późno wyłowionymi z odry. jednak zwykle każdemu daleko do brada, zarówno tego w oryginale, jak i tego kupionego na ruskim ryneczku w rozkwicie zeszłego stulecia. no ale tak jest.
jesteś tą samą osobą, zawsze, ale czasem czujesz się jak grecka bogini, a czasem byś sobie ten garbaty nos ujebała grabiami. i tyle. nie ma co się jakoś dłużej nad tym rozwodzić. to jest ciekawe, że tak jest, ale dlaczego tak jest? – nie dojdziemy. nie ma więc powodu, by drzeć nad tym piniondze.

zdaję sobie ogólnie sprawę z mojego wyglądu i byłabym ekstremalną idiotką, gdybym zarzucała sobie na ten przykład zbędne kilogramy. jak to się ładnie mówi – bóg dał, bóg wziął, więc jeśli tak jest, to mnie akurat dał na dupie i wziął na cyckach. ot i cała filozofia. nu, wot, gawno – jak mawiał z rosyjska mój świętej pamięci dziadek.
jednak nie jestem jakimś super wyjątkowym człowiekiem i takich człowieków, jak ja, chodzi po ulicach tysiące, żeby nie powiedzieć: miliony. jedni są bardziej prości, inni bardziej krzywi, jednemu bóg dał tu, drugiemu tam. jeden obrósł w piórka, drugi tłuszczem.

jakim więc sposobem, ja się pytam, skoro wszyscy jesteśmy tak zajebiście normalni, zwyczajni, przeciętni, ani grubi, ani chudzi, ani wysocy, ani niscy, ani łysi, ani owłosieni, albo inaczej – skoro wszyscy jesteśmy i grubi, i chudzi, i wysocy, i niscy oraz wszelkie combo z powyższych – wysocy i grubi, albo niscy i chudzi, tudzież niscy i grubi lub wysocy i chudzi, skoro zatem wszyscy jesteśmy tak zwyczajnie najzwyczajniejsi, to dla kogo, do chuja, uprzejmie się pytam, są szyte ubrania w sklepach z ubraniami??
jak to jest możliwe, że każdy manekin ma dwa metry dziesięć, z czego metr pięćdziesiąt to są nogi?? jak to jest możliwe, skoro ja cała mierzę metr sześćdziesiąt, a nogi nie sięgają mi nawet do połowy mnie, o manekinie nie wspominając?? ja się pytam – dla kogo są uszyte te wszystkie długie i chude ciuchy, skoro jedyne babki, które się w nie wcisną, nie noszą ubrań z haema, modżajto i innych hałsów, tylko to, co w tym całym mediolanie na pokazach dostały??

hej, świecie, może warto by każdemu manekinowi upierdolić nogi w połowie i wypchać go watoliną w miejscu, gdzie konsument, normalny, zwykły, kurwa, człowiek, ma flaki?? a w tych flakach ma jedzenie i picie, aminokwasy i węglowodany, tłuszcze i cukry (dużo cukrów po świętach), a w niektórych kawałkach wnętrzności, to ma nawet, o zgrozo, kupę??

próbowałam dziś kupić sobie sukienkę, albowiem jutro idę na wesele (tak, wiem, rychło w czas: jak na polowanie to psy karmić) i jestem zdruzgotana. przez chwilę byłam zdruzgotana sobą, zwłaszcza wtedy, gdy stanęłam w przymierzalni, w której widać było mój tył i przód jednocześnie. bo niby człowiek teoretycznie wie, jak wygląda i jakąś zgodę na przód ma. ale póki tego nie widzi, to zawsze ma nadzieję, że jednak w międzyczasie tył się zmienił. że ta dupa uschła i odpadła, mięśnie się jakoś wyrzeźbiły, a łeb na potylicy się magicznie uwypuklił i wiecheć z kłaków, którego zwykle nie widać, nie wisi na nim smętnie, jak większość sukienek na moim, hehe, biuście. no ale to nie do końca była kwestia mnie.

przymierzyłam zylion sukienek. ale to zylion. najpierw skupiłam się na tych, które mi się podobały. po dwóch możliwości się skończyły, a ponieważ zewsząd kapało biedą, prędko przeszłam do poziomu „może nie jest taka najgorsza”, zahaczając wkrótce o ” ten kolor nie jest w sumie taki zły”. ale kiedy wdziewałam na siebie szesnastą sukienkę długości do pół łydki, w której wyglądam, mówiąc eufemistycznie, niekorzystnie, z tkaniny typu frankenstein, czyli takiej, która nigdy, ale to przenigdy nie będzie oddychać, już nawet nie w jednym kolorze, tylko w miksie kolorów typu sraka praptaka i deseniem z gatunku: „wpierdolę tu obok tej błyszczącej czerwonej pantery zielony kawałek imitacji skóry węża”, jakby projektant tej, tfu, tkaniny, szedł na jakiś semestralny egzamin sprawdzający z deseni i chciał się popisać przed szanowną komisją całą zdobytą przez siebie wiedzą i rzygnął na płótno czym tylko umiał, a umiał na szóstkę, to się wkurwiłam. zerwałam z siebie sukienkę, razem z obumarłym na twarzy naskórkiem i resztą mejkapu, a na usprawiedliwienie dodam, że nie byłam pierwsza, i zadzwoniłam do panny młodej.

zadzwoniłam z nieśmiałym zapytaniem, czy przewiduje taki być może scenariusz na swoim idealnym, dopiętym na ostatni guzik i starannie przygotowanym, gustownym, ślubnym przyjęciu, żeby jakaś sierota była w czarnej sukience. obiecałam, że odczynię gusła, pójdę o północy na rozstaj dróg i spalę coś złego, może nawet te wszystkie sukienki, które dziś mierzyłam. panna młoda, ponieważ jest osobą grzeczną, miłą i dobrą oraz zna mnie ze strony mojej działalności rozrywkowej, i która być może myśli, że być może ja będę jakaś taka wesoła i żartująca na tym weselu, jak to zwykle jestem, gdy sobie z nią babolę przy herbatce o niczym, powiedziała, po całkiem zresztą niedługiej pauzie, że owszem, bierze pod uwagę różne sieroty, właśnie o mnie myślała i że mogę przyjść w czarnej.

gdybym przyszła w czymkolwiek, co wdziałam na siebie dzisiaj, mimo, że przez cały dzień byłam dla siebie bradem pittem, pół wesela jutro rżałoby z radości, a drugie pół z politowaniem zrzucałoby się na jakąś magdę gessler od ubrań, żeby mnie jakoś podratować, wierząc, że jeszcze nie wszystko stracone, jeszcze się da, że tam, w środku tej okropnej stylizacji, jednak jest człowiek.
i tutaj mam absolutnie dogłębnie przemyślany w przymierzalni i dosyć, powiedziałabym, dojrzały apel do wszystkich, którzy kiedykolwiek będą mnie chcieli zaprosić na wesele: zaproście mnie na pogrzeb, błagam. ja w czarnym naprawdę nie narobię nikomu wstydu.

a do „mojej” panny młodej mam oddzielny apel – pytanie: madziu, wiedz, że ja wam życzę jak najlepiej i że nie chcę wam zepsuć wesela, ale – jeśli nie mogę w czarnej – to czy ja, kurwa, mogę siedzieć całe wesele w kurtce?
szarą mam.

ps państwo wybaczą brak zdjęć, nie byłam zdolna sobie tego uczynić.
zdjęcia pochodzą z pexels.com
-
[…] To jest tak doskonały tekst, że koniecznie musicie go przeczytać. Matko jedyna o tym, jak nie kupiła sukienki na wesele. […]
Leave a Comment


Uwielbiam. Kurwa ,uwielbiam po stokroć!!
Matko kochana jesteś po prostu zajebista! A trafilas w samo sedno, tylko że ty jesteś szczuplutka jak motylek a ja taka po prostu tłustawa krowina… Dylemat ten sam! Udanej zabawy i super przyjaciół. 😛
Ja kupuję w haemie czasem. I to kolorowe. Ale wcześniej kiedyś kupiłem większy zapas tolerancji dla siebie 😜
i w cyckach wszedłeś?? 😉
Matko, jakie to prawdziwie!
Kiedyś miesiąc po porodzie szłam ba wesele, przymierzylam wszystkie sukienki jakie mieli w sklepie znanym z pieknych sukienek ( serio wszystkie) i w kazdej wygladalam jak własna babcia :/ do dzis nie znoszę kupowac nic na specjalne okazje :/
Obrzydliwie piękne! Uśmiał się aż maz się przebudził 😂
You make my day …end nekst dejs tuu..mam tak ale odwrotnie: w cyckach rozm 40 w dupiu 36…i na potylicy plaskacza też mam co to czekam że może się kiedy odklęśnie 🙃
Po pierwszych zdaniach wiedziałam że będzie konfrontacja z lustrem.. Po dwóch kolejnych że chodzi o zakupy… Bo to były moje zakupy i moja bitwa… A ja kurtkę niestety też mam czarną…
Hihi. Współodczuwam 😂
Nie Martw się, Matko Jedyna, ja mam 182 wzrostu, nie ma żadnego żakietu, który miałby odpowiednio długie rękawy xD
🙂
Czysta racja! Wypchać watą manekiny!!! 😂😂😂
Manekin wrogiem otaczającej rzeczywistości😉 a tak zupełnie serio… twórcy konfekcji damskiej już dawno zapomniała o kobiecych krągłościach/ wiekszych zadkach/ponętnych biustach/wypchanych żarłem brzuchach i ogromniastych siedzeniach – wiem bo posiadam😉 Wszystko jest szyte dla szczuplutkich dziewcząt z wybiegu, a dla tych „nienormalnie normalnych” szmaty o finezyjnym kroju worka w kolorach „dobij mnie”… Matko jedyna jakie to wszystko kurwa prawdziwe, nawet się uśmiechnęłam widząc ciebie/mnie/ją w przymierzalni walczącą z kolejną kreacją i pytaniem huczącym we głowie: co jest kurwa nie tak? to na pewno ma tak wyglądać?😂 Pozdrawiam ciepło☺
Po opisie rozpoznaję, że galeria na F. została przedeptana, mogę polecić Meteor – to ta galeria ze sklepikami na Kasprowicza niedaleko Filharmonii. Sukienek tam mają mnóstwo – może tam coś znajdziesz? Albo jeszcze taki sklepik Styl wg Alicji czy jakoś tak się nazywa – jest na Kupieckiej, przy ulicy pomiędzy Focusem a deptakiem. Pani ma duży wybór i na różne figury. I lustro takie, że ja też wyglądałam jak brad pit hahaha
byłam. i tu i tu. nic.
ja miałam zawsze problem (teraz go teoretycznie nie mam bo noszę taki rozmiar że w nic z sieciówek się nie mieszczę) że wszystkie sukienki ledwo tyłek zakrywały, strach się w ogóle ruszyć (mam 180cm) albo w cycu się nie zapiełam, bo cyc mam dość spory. więc tak chodziłam od sklepu do sklepu, coraz bardziej załamana żem taka gruba i nieforemna, a formę miałam wtedy zajebistą, i ważyłam 40kg mniej niż teraz. a potem zaczęłam patrzeć na inne laski oglądające ciuchy w tych sklepach i miałam w głowie taką myśl żeby zacząć szyć i otworzyć sklep dla wysokich z cycem i tylkiem.
zacznij szyć w ogóle dla ludzi 🙂
😂 😂 😂 😂 Zrobiłaś mi dzień 😂 i powiem Ci, też byłam ostatnio w czarnej, bo ją uwielbiam, bo jestem równie niewymiarowa, bo zakupy doprowadzają mnie do szalu, wesele się odbyło, bawiłam się świetnie a jak się komuś moja czerń nie podobała to… Mam to w najbardziej płaskiej części mojego ciała 😂😂😂
Jakie to prawdziwe… I to we wszystkie strony działa. Ja na swoje nieszczęście mam 1,82m wzrostu i wszystkie mierzone kiecki tak zwane mini kończą mi się tuż za dupą, a z kolei maxi radośnie majtają na wysokości łydek 😜😜😜😜 Spodnie, jak już mają długie nogawki,to kolana wypadają tak na wysokości ud. 😆 Gdzie są te wszystkie kobiety, które podobno tak lubią zakupy??? 😲
ubrania są szyte na manekiny, nie na ludzi. żeby mieć ubranie szyte na ludzia, to ludź musi 1. nauczyć się szyć sam, albo 2. znaleźć krawca/krawcową, zapłacić dużo monet za tkaniny, czas i umiejętności 🙂
No! I bardzo pięknie. Uwielbiam 😀
mam to samo gdy musze gdzieś wyjść a nie mam w czym
Hahaha! Już nie mówiąc, że rozmiar 42 wygląda jak 38.
prawda!
Ojeny. A to nie wolno w czarnym na wesele? Czarne że srebrem? A ja byłam… O tragedio, na ślubie swojego własnego syna! Z tego samego powodu co wyżej!
Jak zwykle boskie!Moja kochana babcia mowila gawno.
🤣🤣🤣😂😂😂😂😂😂❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️Brzuch mnie boli 😂😂😂😂, nie mogę przestać rechorać, aż się osmarkałam, bo dokładnie takie same przemyślenia co do tych rozmiarówek
Oj, znam to 🙂 ta sama akcja przed ślubem przyjaciółki na którym miałam być – uwaga – swiadkową😂 szybki telefon z centrum handlowego tuż przed zamknięciem czy jak będzie czarna to czy to jakiś problem będzie? 😂 przyjaciółka odpowiedziała żebym sobie przyszła w czym chcę 🙂 i nagle zjawiskowa chabrowa z mało weselnego materiału bo Jerseyu mi się na wystawie objawiła i to było to!:)
Brawo Ty!
Zmyślaj kochaneńka ile chcesz, ale nie pisz, że masz dużą dupę, bo większość Twoich czytelniczek wie jak wyglądasz i niektórym może być przykro.
czyli świetnie się kryję.
świetnie.
🙂
To jest kuźwa opis każdych moich zakupów ! Tylko że u mnie problem tego typu, guziki na cyckach szczelają, w okolicy żeber mnożą się fałdy jakoś ich wcześniej kurwa nie było. Łydki mam po tatusiu, także krótkie sukienki wyglądają na mnie śmiesznie… Dobra napisze to, ja wyglądam w nich śmiesznie. I rzeczywiście na pogrzebach jakoś mniej wstydu robię
cudowne!!!
Zerknij sobie na risk, proste sukienki ale bosko skrojone. Ja uwielbiam.
a potem zerknij sobie na stan konta. wyloguj się z systemu 🙂
No kurka wodna. Ze ja nie wpadłam na to , że na weselu można siedzieć w kurtce :p uwielbiam cię.
To jest tak dobre, że dodam tylko od siebie – .
alez mi poprawilas humor😋😙 stokroc dzieki
i idz w tej czarnek kreacji tylko usta walnij sobie na czerowono😳😳i bosko bedzie
kocham <3 ciebie i artykuł 😉 święta prawda – zostaje nam (pozaprzepisowo komercyjnie niewymiarowym ludziom) wrócić do starej sprawdzonej metody naszych babć – udać się do krawcowej 🙂 choć to może być uciążliwe latać najpierw za kawałkiem materiału (gdzie taki znaleźć kiedy u nas pasmanterii z prawdziwego zdarzenia jak na lekarstwo?!) a potem do krawcowej na n-te przymiarki… i tak za każdym razem?? uczyć się samemu szyć???
Noż zaj…… 😉😂
Ja jestem gruba, wszędzie a zwłaszcza w cyckach i wizja zakupów doprowadza mnie do szału. Wszędzie czytam, że społeczeństwo ma problem z nadwagą, ja się pytam z jaką nadwagą skoro w sklepach tego nie widać. To znaczy widać ale „sklepy” sądzą, że społeczeństwo zaczyna tyć dopiero w okolicach późnotrumiennych sądząc po fasonach. Szukając ciuchów zaczynam od pytania czy mają cokolwiek w rozmiarze większym niż 46. Oszczędzam sobie stresów i nie marnuję czasu na wkurzanie się przy wieszakach.
<3
ahahahahhaahha późnotrumiennych piękny przymiotnik <3
Czy wiesz ile razy ja sobie zadaję to samo pytanie??
Ostatnio chciałam kupić płaszcz – Dziubas namawiał mnie, żebym skorzystała z Zalando. No to luz – klikam w rozmiar M (Normalnie mam S ale po drugiej ciąży wszystko zwisa i powiewa) a tam co? Informacja, że modelka na zdjęciu ma 187 a płaszcz w tym rozmiarze ma w cyckach 35cm.
Przysięgam, że cycków nie posiadam, ale w tym miejscu 70 to nie miałam nawet w liceum!
Śmieją nam się w twarz!
A lustra kłamią! 😉
Pozdrawiam 🙂
oczyma wyobraźni widzę, dokąd by mi sięgał…
Hahaha no coś w tym jest, dobrze, że ubrania dla facetów jeszcze są jako tako. Smoking udało mi się kupić już w trzecim z kolei sklepie, a nie pięćdziesiątym…
czarny…? 😉
W punkt.
Wystarczy, że będziesz ubrana w „siebie”. Choć znam tylko trochę…, wiem, że wystarczy 😉😘
:*
Jakże bardzo prawdziwe i jednocześnie odświeżające😁
Czarny na bazie czerwonego, czarny na bazie niebieskiego, któryś k…. czarny mieści sie sie chyba w dozwolonej palecie? Broszką ten czarny potraktować.. najpierw wchodzi broszka potem reszta, na resztę nikt już nie zwróci uwagi.. 😉
Ale skąd kupa we wnetrznosciach? Ps: mam to samo. To znaczy: i mnie ta wata to się upchała w innych miejscach, co nie zmienia stanu rzeczy, że wyprawa po sukienkę na wesele wywołuje u mnie niechęć (eufemistycznie rzecz ujmując). Gdybym Cię znała wcześniej, zaprosilabym Cię na wesele, czuj się zaproszona na ewentualny mój pogrzeb, daty nie znam, sorry
<3 będę!
Taaa, też tak mam. Nie dość, że zakupy to dla mnie wielka nieprzyjemność, to w dodatku wpędzają mnie w depresję. Zawsze na dupie się opina a na cyckach wisi.
Poplakalam sie ze śmiechu 😂
Noż jakbym siebie widziała w przymierzalni…Tylko,że ja mam za dużo i w biuście i w tyłku i tylko 164 więc wyobraź to sobie…Jak dobiorę coś na swój rozmiar w biuście to,wyglądam jak bym za chwile miała startować w zawodach latania w wingsuicie!(W sporcie, w którym skoczek ubrany w specjalny kombinezon skacze z dużej wysokości!)
Naśmiałam się,ale niestety w polskiej,czyli obecnie chińskiej rzeczywistości ubraniowej mam zawsze pod górkę…A jak mam kupić kurtkę albo płaszcz, w którym nie wyglądałabym jak ludzik Michelin lub jak w męskim szlafroku….to mnie przedwczesny pms dopada… więc każda wizyta i poszukiwanie czegoś godnego uwagi kończy się ogólnym wku……..
Cóż… Każda z Nas chciałaby nie nosić ubrań „z kolekcji Cyrkowy Klaun na salonach” i nie spędzać na tym koszmarnym polowaniu wielu miesięcy…(Wiem co mówię, bo mam słowiańskie rozmiary,które w według chińskich standardów są poza skalą…)
trafiłam tu przypadkiem, więc i przypadkiem zostawię komentarz. smutny to tekst. pracując w odzieżówce widziałam masę kobiet, które w ubraniach z z manekina wyglądały i czuły się świetnie (a daleko im było do modelek), jak i masę kobiet, którym zawsze coś nie pasowało. i to też jest spoko, bo nie da się zrobić tak, by każda kobieta czuła się świetnie w uniwersalnym ciuchu. ale trzeba mieć w pamięci, że sieciówki nie szyją na miarę ani na zamówienie. i nigdy nie będą szyły, bo to droga i mało opłacalna impreza. więc na przyszłość wystarczy znaleźć krawcową, kupić sobie bawełnę w szarości i uszyć idealnie dopasowaną kieckę, którą obskoczysz wszystkie wesela przez kolejne pięć lat. no, ale tego nie da się zrobić na dzień przed (:
sraka praptaka 😂😂😂😂😂😂😂👌
Ze smiechu smarknelam na córkę 🙈
Zeby dorosla baba śmiała się z takich rzeczy 🤷♀️