wybuch w manchesterze. mam tam kuzynkę. piszę do niej wiadomość, nie odpowiada. nie wytrzymuję, dzwonię do jej mamy, tu w polsce. wszystko jest w porządku, są bezpieczni. rozmawiam chwilę z ciocią. oczywiście pyta jak nataszka. opowiadam. ni stąd ni zowąd, z zaskoczenia, ciocia mówi do mnie: podziwiam cię, jesteś bardzo silna. nigdy się nie poddasz, prawda?

prawda, ciociu.

prawda, świecie.

nigdy się nie poddam. 

krew z krwi, kość z kości. 

moje serce. moje dziecko.

odkładam telefon, wracam do pracy.

akurat w tej chwili gram trudną rolę. morduję i kroję człowieka.

produkcja tania, mimo to staram się jak umiem najlepiej.

siedzę na nogach aktora, który gra, że umiera. gram, że czekam, aż przestanie oddychać. „stupor” – słyszę – „magda, stupor”. gram stupor najmocniej, jak potrafię. za bardzo się angażujemy. reżyser wstrzymuje zdjęcia. ekipa milczy. za chwilę klaszcze. przerwa. kto pali szlugi, ten idzie zapalić. kto widzi, że jestem spocona i ledwie stoję, przynosi wiatrak i wieje mi na ciało, włosy, na gorącą od tego wszystkiego głowę.

gosia gra, że ćwiartuje. nie daję rady być w tym samym pomieszczeniu. reżyser powtarza: to tylko film, bawimy się, to się nie dzieje, to nie wy.

scena, w której niesiemy torby ze zwłokami na niby, „upuść torbę, jak złapiesz światło” – słyszę. i: „stupor, magda”. stupor mam chwilowo na drugie. dwa dni po czternaście godzin zdjęć. wszyscy jesteśmy zmęczeni. powtarzamy uderzenia, zamachy, stupory. upuszczam torbę w plamie zachodzącego słońca. wszyscy milczą. w moim stuporze zastygli.

taka robota.

nie, nie poddam się nigdy.

choćbym miała to zagrać.

choć nie jestem aktorką.

nigdy się nie poddam.

jestem kotem. nie podejdę, jeśli nie chcę, możesz mnie pogłaskać, ale mogę pokąsać, jeśli mi się nie podoba. leżę w słońcu, nieustannie grzeję futro. idę tam, gdzie chcę iść, tylko wtedy, kiedy chcę. jestem naprężona, kiedy poluję, jestem miękka i gibka, kiedy idę tam, dokąd idę. nikt nie wie dokąd. ścieżka prowadzi tylko mnie. 

jestem kotem. walczę o dzieci jak lwica, liżę rany i spadam zawsze na cztery łapy. czasem wydaje mi się, że ktoś mi przyczepił do grzbietu chleb z masłem, wyrzucił mnie przez okno i patrzy czy spadnę na cztery łapy, czy pierdolnę masłem o ziemię. za każdym razem udaje mi się jednak wywinąć. zjadam wtedy z satysfakcją kromkę z pleców. ostentacyjnie zlizuję masło i prycham światu w okrągłą twarz. 

jestem kotem. jestem wolna. zanim drasnę kogoś na zawsze, jeszcze się z nim pobawię, jeszcze dam mu poczuć, że coś może, kiedy ja dawno wiem, że nie.

jestem kotem. czasem w klatce, którą – kiedy ktoś zdoła otworzyć – opuszczam powoli, ale zaciekawiona. ciekawość zawsze zwycięża u kota. 

jestem kotem. dzikim, wolnym, ciekawym kotem. 

nie poddam się nigdy.

a ty?

Showing 25 comments
  • serca motyli przybliż
    Odpowiedz

    Spróbuję. Wyczołgać się z otchłani. Dziękuję.

    • matkojedyna
      Odpowiedz

      nie próbuj, wyczołgaj się. pomóc?

    • alex kikul
      Odpowiedz

      A ja jakby nic, skosilam trawnik angielski i takie podobne, nie dotknelo mnie osobiscie az do chwili odczytania sluzbowego maila kondolecyjnego bo w zamachu zginela kolezanka z pracy Swiat mi sie obkurczyl i tak, dotknal mnie.

    • matkojedyna
      Odpowiedz

      .

    • serca motyli przybliż
      Odpowiedz

      Pomagasz. Każdym kocim śladem. Miękkim. Drapanym. I tym resztkowym, maślanym – na grzbiecie. Każdym.

    • matkojedyna
      Odpowiedz

      bierz, ile możesz. bądź.

  • Grazyna Talebe
    Odpowiedz

    Jestem zodiakalna lwica i w życiu też. Podnosiłam się już wiele razy, grzywa mi siwieje i chyba mam depresje. Jednak idę na przód.

  • olala
    Odpowiedz

    a ja,
    ja widzę, że chyba nigdy nie żyłaś z kotem.

  • Ala Bury
    Odpowiedz

    Lubię i szanuję ludzi konsekwentnych i nieugiętych. Wielki szacunek!!!

  • mamuśka
    Odpowiedz

    Nie upadam. Skacze gdy trzeba. Nie zegne kolana I nie pochyle glowy. Za mloda jestem, zeby pochylic sie zyciu. A za 3 lata bede w wieku, w ktorym moj tato zmarl. Ot tak, w przeciagu minut. Byl a potem nie. Zdrowy, silny facet. I zaczynam sie bac. 4 dzieci mam, co gdy ja tez tak znikne? Boje sie.

    • matkojedyna
      Odpowiedz

      odrzuć strach. nawet, jeśli mielibyśmy wszyscy umrzeć jutro, to lżej się żyje bez strachu. nie pozwól mu się wokół ciebie owinąć. zniknąć może każdy, także ten straszny strach.

  • Rademenka
    Odpowiedz

    Tego mi było dziś trzeba.. Dziękuję. To ja się postaram też .. Na razie czekam cierpliwie, a potem będzie dobrze!
    Uwielbiam koty

  • bozena jedral
    Odpowiedz

    Nie poddaję się nieustannie walcząc od lat. Ostatnio nieco przygasłam, ale noszę na barkach ciężar, który mnie tłamsi. Będzie dobrze, musi być.

  • Kaczka
    Odpowiedz

    Tego dzis nadzwyczajnie potrzebowalam.

  • Joanna Kaczmarek
    Odpowiedz

    <3 ściskam Cię mocno Kocie.

  • Kasia
    Odpowiedz

    A ja jestem Wańka Wstańka. Ogarniam to co pozornie nie do ogarnięcia. Walczę każdego dnia, bo danie za wygraną nie wchodzi w grę.

  • EM
    Odpowiedz

    wytapetuję sobie Tobą sufit, albo nauczę poniższego akapitu na pamięć! Matka – Mistrz!!!!!!!

    jestem kotem. walczę o dzieci jak lwica, liżę rany i spadam zawsze na cztery łapy. czasem wydaje mi się, że ktoś mi przyczepił do grzbietu chleb z masłem, wyrzucił mnie przez okno i patrzy czy spadnę na cztery łapy, czy pierdolnę masłem o ziemię. za każdym razem udaje mi się jednak wywinąć. zjadam wtedy z satysfakcją kromkę z pleców. ostentacyjnie zlizuję masło i prycham światu w okrągłą twarz.

  • Margarithes
    Odpowiedz

    Wczoraj nie mogłam się wyrwać ze stuporu, a tu proszę, mogłam go oddać za free.

    Też się nie poddam, bo ech.

  • Pysiaczek's Mother
    Odpowiedz

    Też się nie poddaję, a stupor to już chyba naturalny stan u mnie. Moja córka została porwana półtora roku temu, przez swojego ojca do Algieru. Walczę. Przegrywam w sądach, przegrywam z prawem, które i w Polsce, i w Algierii ma mnie za nic, bo liczy się ojciec i jego władza. Nie mogę jednak się poddać. Nie mogę zapomnieć. Skupić się na przetrwaniu. Owszem, mogę siedzieć i czekać, co właśnie robię, bo brak pomysłów. I codziennie rozdrapuję wszystko, bo codziennie dzwonię tam. Raz na kilka dni córeczka odbiera telefon. Trzeba wtedy zdusić płacz, uśmiechać się głosem i … 3 minuty, 4 minuty. Znowu stop-klatka, do następnego telefonu, i tak przez kolejne 8 lat. Sara ma 10. Może jak będzie miała 18 to wróci. Może.
    Czytam Twój blog od dawna. Życzę Ci dużo sił i samozaparcia.

Leave a Comment

Start typing and press Enter to search