do słownika nataszy doszło nowe sformułowanie. oprócz nieśmiertelnego „dlaczego?” powodującego umysłową gimnastykę kończącą się nie zawsze udanym telemarkiem, zawitało „a skąd wiesz?”. „musimy pojechać do taty do pracy”. „śmieszy mnie to”. mnie nie. taty tym bardziej. „a po co do taty?”. „po kombinezon dla zoi”. „a dlaczego?”. „bo nie ma”. „a skąd wiesz?”. „bo znam was bardzo dobrze i wiem, że nie ma”. „ale skąd wiesz, że nie ma?”. „bo kupiłam i jest u taty w aucie”. „a skąd wiesz?”. „bo przyszedł do taty do firmy”. „a skąd wiesz?”. „bo tam zamówiłam”. „dlaczego?”. „bo do nas na wieś by listonosz nie przyniósł”. „a skąd wiesz?”. „bo nie przynoszą paczek, tylko awizo”. „dlaczego?”. „pewnie im się nie chce nosić”. „a skąd wiesz?”. „nie wiem”. i tak dalej. non stop. potrójny toeloop i podwójny axel. nota siedem, dwa. aż tyle, bo dopiero na czwarte dlaczego odpowiedziałam „bo tak!”. wrażenie ogólne dobre, można było lepiej. cóż, skok oddany, ziarno zasiane, tylko czekać, aż mi odkiełkuje tym samym. jej „bo tak!” nadejdzie pewnikiem znienacka, pewnikiem zbyt szybko, pewnikiem też będę na tyle zajebista, że temat ogarnę i z dzieckiem się dogadam. albo po prostu nie wyślę do gimnazjum.
nie wiem, na kogo mi ona rośnie. a w zasadzie sobie na kogo rośnie. i przyszłemu mężowi. albo żonie. bo ja już z pokolenia, co akceptuje. zwykle myślałam, że na baletnicę. ale dziś zahaczyła o dyplomatkę (dyplo-matkę?). „mama, włączysz mi bajkę? czy tata?”. weź tu odpowiedz.
„nikt”. „dlaczego?”. „bo bajki się ogląda wieczorem”. „dlaczego?”. „bo tak zdecydowaliśmy z tatą”. „dlaczego?”. „żeby cały dzień się bawić w coś innego”. „dlaczego?”. „bo tak jest lepiej”. „a skąd wiesz?”. kurwa.
wychodzimy od babci. wieczór. „o, gwiazda północna” – słyszę. gram w jej karty. „a skąd wiesz?”. „tata mi powiedział”. kurwa, dwa zero.
jedziemy do domu. „mama, pozadajesz mi zagadki?”. „no pewnie. co to jest za pojazd…”. „nie, o zwierzętach”. „co to jest za zwierzę…”. „co ma białe pióra, dziób, skrzydła i tańczę jak on?”. „no, co to jest za zwierzę?”. uśmiechnięta od ucha do ucha buzia mówi „no, wiesz, co to jest za zwierzę! łabędź!!”.
muszę zapamiętać sobie to pytanie i wtłoczyć jej zawczasu do głowy: panie reżyserze, tańczę białego łabędzia? czy czarnego?
bo zatańczy na pewno.
a skąd wiem?
wiem.
tymczasem zoja ząbkuje z atrakcjami. atrakcje polegają na wyrywaniu mnie ze snu od dwóch nocy. na zaczynaniu dnia o czwartej. na nawilżaniu mi twarzy szczękouściskiem wciąż i wciąż. na pojękiwaniu, ryku, ulewaniu, prężeniu brzuszka, ogólnym rozdrażnieniu. i ryku, znowu ryku, głównie ryku i ryku. „mama, daj jej wreszcie smoczek!!!”. „ale ona nie chce”. „dlaczego? bo ją boli”. „a skąd wiesz?”.
pożyczę pilnie tępe narzędzie, żeby se pacnąć w łeb. anyone?
Pierwszy! A skąd wiem? …
Ale dlaczego?
PS. widziałam filmik o jeździe autem, ciekawość Zojki zachwycająca, cała ona, całe wasze trio!
ciekawa była co będzie jak mi wreszcie odmoczy paluch, czy odpadnie…?
U nas króluje A PO CO… Ostatnio mnie zabiła tekstem: a PO CO jesteś ubrana w pracy?
Jako wierna ranka zapytam: czy filmik jest z vloga? Jeśli tak, poproszę linka 🙂
http://www.edziecko.pl/nakrecone_matki/0,132935.html tu są wszystkie, Patrycjo droga!
Jeny, Ty wiesz, że ja do dzisiaj byłam przekonana, że podwójny TULUP to sie pisze jakoś "Toulupe", od nazwiska jakiegoś Francois, albo innego Francuza, co nazwał tę akrobację…. a to po prostu toe-loop!!!!! Patrz jak to dobrze mądre blogi poczytać 😉
PS. A SKĄD WIESZ, że to się tak pisze???? ;-)))
czaiłam się na ten wpis trzy miesiące, w tym czasie prenumerując "gońca figurowego". i właśnie tam był słowniczek. prowadził fransła aksel rołs.
A mój syn ostatnio namiętnie mówi: nie mogę, mamuś". A skąd wiem?
o matko! a to wszystko przede mną….
Moje ulubione zdanie z Jasminum "i co się dziwisz?" Zamieniam na "skąd wiesz?"
Na zęby bardzo dobre bursztynki, możesz dostać malutkie dla niemowląt na allegro za ok. 20 zł. Mojej pomogły, przestała mnie budzić w nocy, choć dalej się ślini i "gryzie" mi brodę "żelaznym szczękościskiem"
zoja to prawdziwa dama. żre matkę w koralach…
Do kolekcji pytań: "a jak się ten samochód nazywa?"
To stały motyw mojego wnuka, lat 3
chybabym odpowiadała: stefan, marek, wioleta.
Pięknie piszesz sio. Przy okazji: 1.11 byliśmy z Tosią na "grobie nieznanego rycerza";)
tosia rulez. wojtuś też. kocham was!!!
W S P A N I A Ł E!!! Odkryłam Cie dziś przez vbloga. Słuchałam nagrań i smiałam sie przez łzy razem z Tobą. Wsród durnych komentarzy znalazłam jeden mądry, który przekierowywał do tego bloga, Chyba dziś nie zasne, bede całą noc czytać. Zresztą moja Mała leży z goraczką, wiec tak czuwam 🙂 My na razie obrabiamy temat "dlaczego" :):)
miło mi bardzo. zapraszam.
Siedzimy sobiew pracy dwie..w sumie mamy piątkę dzieci-ja 21-latka i 2-latkę, ona 2,5 latkę (dwa dni młodszą od Twojej starszej) i dwoch rocznych….czytamy kiedy sie da….ogladamy..i wiesz…bardzo Was kochamy:-)
musi się znamy, skoro wiemy, kiedy się moja starsza urodziła 🙂