jest późny wieczór. największy szpital dziecięcy w kraju. idę długim i ciemnym korytarzem. światła już pogaszone, gdzieniegdzie tylko coś się jeszcze tli. to chyba nadzieja. korytarze są mroczne za dnia, a wieczorami przechadzają się po nich strachy, które nie mogą sobie znaleźć miejsca. ciasno im. wiele ich. i nikt ich nie chce.
dziesięć pięter długich i wąskich korytarzy, dziesięć pięter długich dni i wąskich szparek dorosłych i dziecięcych oczu. po łzach. czasem oczy rozszerzają się, to jakiś strach właśnie znalazł sobie miejsce.
idę. jedyne, co widzę, to plamy świateł na podłodze, rozmyte, jakbym zapomniała okularów. a może płaczę. nie jestem pewna.

pewna jestem tego, że mam opuchnięte nogi, które mieszczę tylko w fioletowe kroksy z lidla, dres naciągnięty pod pachy, bo wszędzie indziej ciśnie i odciski od taboretu na udach, bo siedzę na nim kilka godzin dziennie od jakichś sześciu tygodni. najbardziej jednak pewna jestem tego, że mam mocno napięty brzuch i że nie wiem czy ona się dzisiaj ruszała.

idę od plamy do plamy, po mapie zapamiętanej jakoś chyba nie tak. albo kręcę się w kółko, albo ten szpital jest wszędzie identyczny. hu nołs. już teraz wiem, że płaczę. jest przed dziesiątą, jestem sama w ciemnym szpitalu, wokół żywej duszy. a nie, przepraszam, nie jestem sama. jest ze mną ośmiomiesięczna ciąża. zmęczona bardziej, niż ja, bo sadzam na niej dwulatkę, każdego dnia po milion razy, kiedy niosę ją do narkozy, kiedy wybudzają ją z narkozy, kiedy ją kłują, kiedy ją badają, kiedy ją boli, kiedy się boi, kiedy nie może pić, jeść, kiedy ją opatrują, kiedy jej zakładają szwy i ściągają. kiedy odczepiam ją od siebie, jak przestraszonego kota i oddaję płaczącą lekarzom.
„niech pani jej nie nosi na tym brzuchu”.
jak? jak mam powiedzieć małemu dziecku na onkologii, że go nie wezmę? jak powiedzieć: córeczko, nie wezmę cię, nie przytulę? nie umiem. nie chcę. więc noszę. wszyscy patrzą z przerażeniem na mój brzuch.

a teraz się zgubiłam. teraz, kiedy jest jedyny czas, kiedy mogę się położyć i poczuć drugą córkę. nie śpię w szpitalu na podłodze, tam jest ojciec jedyny. ja mam łóżko w hotelu, śpię z trzema innymi matkami, żeby było taniej. każda przeżywa swój dramat. chciałabym już tam leżeć i głaskać brzuch. i przepraszać. i płakać. i obiecywać, że to minie. sobie i jej. chcę mówić, że boję się o was obie, że to jest okropnie niesprawiedliwe. że przepraszam, przepraszam, przepraszam i że wytrzymaj jeszcze trochę, córeńko. że kiedyś wrócimy do domu. że mamy dom, że kiedyś będzie inaczej, że się uspokoi, że jesteś bardzo dzielna i że potrzebuję, żebyś mi pomogła, maluszku, choć sama mnie potrzebujesz sto tysięcy razy bardziej, niż ja ciebie.

ale nie mogę, bo się zgubiłam. jedyne, co widzę, to ławka jak na sali gimnastycznej w podstawówce. kiedy układam się na niej do snu, pojawia się jakaś pani. mówi, że też się tu kiedyś gubiła. prowadzi mnie do wyjścia. dziękuję.
wreszcie kładę się w łóżku i mogę dotknąć tego twardego brzucha. mogę ją poczuć, mogę sprawdzić czy się rusza. posłuchać. poczekać na jej ciało pod moją dłonią, do której w końcu przylgnie. mogę szeptać do środka, mogę jej śpiewać i do niej mówić. mogę uspokajać ją i siebie, że się uda.
mogę.

to był bardzo trudny czas dla nas wszystkich. ale daliśmy radę.
dzisiaj mija pięć lat, od czasu jak dajemy radę we czworo. pięć lat.
mam w domu przepiękną, przemądrą, przecudowną, odważną, dzielną, bardzo bardzo radosną, utalentowaną i zwinną pięciolatkę.

każdego wieczoru tulę ją i z wdzięcznością szepczę to samo, co w tamtym ciemnym czasie.
kocham cię, córeczko.
jestem.
razem damy radę wszystko.
jestem.
mama.
dziękuję, zoju. każdego dnia wpadam głębiej w twoje niebieskie oczy. kotwiczę cię w sercu. pożyczam twoją radość i podziwiam niezwykłość. jesteś pięknym, wrażliwym i mądrym człowiekiem. jesteś najlepszą zoją, jaką możesz być. bądź sobą. zawsze.



Siły Wam życzę …Wszystkim 😊 Jezteście magiczną rodziną 😌
Trzymam kciuki
Jola
Kochana❤
❤❤❤❤ dla każdego po jednym, choć to Zojka z racji swojego święta powinna dostać więcej. Ale należy Wam się tak samo😘
Coś mądrego dobrze by było powiedzieć ale nie umiem.
Wszyscy jesteście jedyni.
Dzielni.
I bądźcie tacy.
Jesteście dla mnie płomykiem wiary w ludzi.
Takich ,jacy wszyscy powinniśmy być.
Ciepło od Was bije choć tyle zimnych dni za wami.
Może właśnie dlatego.
Tulę mocno
Piękne i wzruszające. Dziękuję, że mogłam przeczytać coś tak niezwykłego😊.
Mautko Jedyna… 😍
Jak zawsze rycze (choć tym razem ze wzruszenia) 🙂 Zoju sto lat dla Ciebie i dużo siły dla całej waszej Rodzinki :*
I to jest właśnie miłość. Jedyna i niepowtarzalna. Przeczytać coś takiego po tym wszystkim co się dzieje dookoła z dzieciaczki, to jest piękne. Dziękuję że jesteś. Marta😀
Tak mało Was- wspaniałych ludzi. Nie zgubcie się gdzieś 😍
O matko jedyna… <3
Matko jedyna, czarną kawę z solą zaserwowałaś mi na śniadanie. Nic nie napiszę, bo i tak zabrzmi jak banał przy tym wszystkim, poza jednym – wszystkiego najlpiekniekszego Zoju 😘 Spełnienia marzeń Matko, chociaż tego jednego ❤️
Zostawiłam, nie wiem gdzie jest :-* :-* <3
Dla Was, dla Zoi
Całym sercem kocham moja trójkę Daria, Mikołaj, Ana….czytam Cie, rozumiem, czuję. Czasem czytam i płaczę. Przypominam strachy większe i duże całkiem. Myślę ze rozumiem, bo czuję podobnie. I ze każdego dnia należy dziękować za to co mamy.
nieczęsto się wzruszam do łez. dziś jest nieczęsto.piękni jesteście.
Cudowną kobietą jesteś, mam nadzieję, że już Was zdrowie nie opuści. Wzruszasz swoimi wpisami, ale cieszę się, że są osoby posiadające tak piękne serce i duszę i mimo przeciwności losu dzielą się tym pięknem z innymi. Pozdrawiam Waszą rodzinkę i zdrowia życzę.
❤❤❤
nie wiem czy wierzysz, ja wierzę i dziś modlę się za Was. Zoja bądź najradośniejszą, najbardziej zdrową i najszczęśliwszą Zoją na świecie. 🎁🎉🎂
Niesamowite…. wszystko co piszesz, wszystko przez co przeszliscie….
Kibicuję Ci po cichu od początku Madoks, od pierwszej strony bloga a nawet wcześniej od lutowych mamuś . Dziękuję, że tak pięknie dzielisz się. Korzystam.
Przytulam
Ola
Matko jedyna, moja przecudowna dwójka jeszcze śpi, a ja czytam Twój wpis… i doskonale – jako matka Cię rozumiem… i łza mi się zakręciła ze wzruszenia. Coś pięknego. Pięknie napisane, Matko – jak Ty pięknie umiesz pisać! jak Ty pięknie i celnie trafiasz w serce drugiego człowieka! Sto lat Zoju, śliczna dziewczynko! Dużo zdrowia! Buziaki urodzinowe! pozdrawiam
Trzymajcie się. Tak po prostu. Mocno i razem.
My tu też trzymamy za Was kciuki, a w Waszą stronę przesyłamy masę pozytywnej energii, dobrych myśli i miłości.
Trafiłam na Ciebie przypadkiem. Nie mam dzieci. Ale gdybym miała, chciałabym być taką mądrą i dobrą mamą jak Ty.
Trzymam kciuki za zdrowie w Waszej rodzinie i spokój za tym idący.
Niech zawsze będzie juz tylko lepiej…
Miłość ❤️
Czytałam Cię w czarnej depresji i to było jak błysk światła. Teraz czytam Cię znowu w trudnym momencie, razem z siostrą. Tym razem wczytujemy się najbardziej w to, ze dziecko, rak, walka a potem już jest dobrze!! Moja mała siostra śpi teraz na podłodze obok łóżeczka swojego synka. No, dziękuje Ci za to wszystko!!!
Tulę Was mocno. <3
Zoju, Ty silna kobietko!!! Bądź tak cudowna jak jesteś, razem z Nataszką bądźcie tak magiczne i niezwykłe jak jesteście!!! Sto lat!!! 🙂 I… oczywiście ryczę jak bóbr, a Ciebie Matko tulę aż soki wyciskam! (tak mój siostrzeniec opisuje ściskanie z miłością 🙂 )
Jesteś niesamowitą Matką, każdy Twój tekst zostaje we mnie … dziękuję
zawsze rycze Magda jak Cię czytam.. rycze…i tule w myśli Was wszystkie wszystkich…
Moja Zofka tez z 3 lipca. Wszystkiego dobrego
Wszystkiego co najlepsze dla Zoi ❤. Moja starsza córeczka to też Zoja, tylko październikowa.
Jak dobrze mieć Cię w tych zapyziałych i plastikowych internetach. Jesteś jak powiew świeżego powietrza. Wzrusza mnie Twoja moc i ludzka niemoc. Twoja walka. Powinnam brać z Ciebie przykład. Jesteś super woman ❤❤
Niech się szczęści tej Twojej Zojeczce ❤