biegnę.

po mazowszu biegnę, oderwana od wszystkiego, dokąd jechałam tak długo. w swoich butach z lidla, spodniach z biedronki i koszulce z tesko biegnę. myślę, że biegnę tak samo, jak gdybym biegła w asiksach, adidasach, najkach. w głowie mam mapę, którą podyktował mi brat, a nie endomondo na telefonie, smartłoczu, dżipiesie. pomiędzy budynkami prosto, asfaltem, aż się zmieni w szuter, zakręty takie bardzo bardzo – kilka, aż przekroczysz asfalt, zawracasz. zaraz za bocianim gniazdem, dwadzieścia kroków na północny wschód od zajęczej nory zawracasz. z ptakami.

biegnę, kolorowa jestem, liczę asfalty, szutry, zakręty. 

patrzę, wącham, słucham.

biegnę. z każdym podskokiem dzikie siano moich myśli ubija się, miażdży, wyrównuje. kompost spod spodu się rozsypuje, na wierzch narzucam kolejne kępy splątanych myśli.

wiem, że kiedy wrócę, głowa będzie spokojna, ciało wybujane, a oddech miarowy.

biegnę.

czeremcha wbija mi się w nozdrza, tracę rytm oddechu, ale zyskuję skok w podstawówkę. wdycham szybciej i więcej, niż wydycham. żeby tego nie stracić, jak kichnięcia. nie chcę zgubić tego zapachu, wspomnienia.

zawsze się przyjaźniłam z ładnymi blondynkami, do których lgnęli ci oni, wszyscy. zawsze miałam więc umysł napięty jak struna i gotowa byłam zajebać ripostą od wczesnego dzieciństwa, żeby się tym onym podobać. nigdy nie działało. zresztą, do tej, kurwa, pory, zajebuję sobie w lustro ripostą i – jakoś nieszczególnie sama się sobie podobam, więc jakże bym im miała? – prawdopodobnie gdzieś w tym myśleniu tkwi błąd. kiedyś dojdę – dobiegnę do tego, w którym miejscu.

teraz biegnę. mam siedem lat i siedzę w zachodniej polsce na gałęzi w dzikim sadzie z blondyną, czeremcha napierdala w nozdrza, konwalie z poniemieckiego cmentarza takoż, konwalie, które przyniósł mi mój wówczas chłopak i to z piątej klasy, to znaczy byłby w piątej, gdyby nie zakiblował. jezusmaria, mam siedem lat, bujam się w nastolatku, bo jakby nie liczyć jedenaście to jest nastolatek, a on we mnie. ta czeremcha i konwalie drążą mi mózg i wiele lat będę myślała, że tak właśnie pachnie miłość, a najgorsze jest to, że o tym, że to czeremcha dowiedziałam się dopiero w zeszłym roku.

biegnę. wbiegam w las i jestem w bydgoszczy. na kapuściskach. w lasku przy tramwajach, gdzieś niedaleko fontanna. poziomki z cukrem i śmietaną u babci, pani grabiowa z siódemką dzieci i wszystkie w kilku parach majtek w fontannie, żeby nie zmarzły. teraz wącham bydgoszcz, choć dziś pachnie zupełnie inaczej.

biegnę. słyszę kury, koguty. jestem przecież w mieście. a nie w mieście. indor się bulwersuje na moje tupoty i sapanie. gulga-gulgocze, mnie się morda cieszy. cielak mi wylazł na drogę, patrzy. biegnę. patrzę. nie wierzę. oczom własnym nie wierzę. wdycham zapach kurzych gówien, patrzę na byczka, który jeszcze ma tylne nogi za długie, dupa mu nad wyraz wystaje, mnie trochę też, choć nóg za długich nie mam. nie wiem kto komu się bardziej dziwi.

żyto zielone faluje na wietrze, jak jakaś wielka, zielona woda, jak ocean, morze, ja wewnątrz tego świata. biegnę.

kosmate łąki sąsiadują z ogródeczkami przystrzyżonymi od linijki. ludzie koszą, porządkują, pracują. nikt tu nie biegł dawno, no chyba że mój brat, ale i on ostatnio też nie. czuję się jak owad, jak różowa ważka, która wbiła się państwu w sam środek soboty na podwórza, a tu przecież nie ma nigdzie wody, skąd tu ważka-nieważka. nikt tu donikąd nie biegnie, a już na pewno nie bez powodu.

oglądam ogolone przed niedzielą trawniki, na które z okien patrzą też papierowe jany pawły drugie w sztucznych kwiatach i żółtych chorągiewkach. uśmiechamy się wszyscy, każdy do swoich myśli.

polne kwiaty jak intruzy jakieś chcą zajrzeć na wystrzyżone podwórka, kosiarki za pomocą złowieszczego warkotu i człowieczych rąk grożą – wrr, wrr, nie wyrastaj tu, my tu mamy równo.

biegnę. 

myśli w mojej głowie próbują się ubić, tym razem nie pozwalam. wyrzucam ich siano wysoko nad głowę, pozwalam swobodnie opadać. mózg to nie trawnik.

niech rośnie dziki.

śmieję się.

biegnę.

Showing 17 comments
  • Anna Głowacka
    Odpowiedz

    Pięknie. Aż chcę pobiec za Panią, chociaż nie cierpię biegać. Motywuje Pani. Dzięki.

  • Grazyna Talebe
    Odpowiedz

    Jak Ty to potrafisz, no! Aż się i babci na wakacjach znalazłam mentalnie.

  • Patysiowa mama
    Odpowiedz

    Pozdrowienia z Bydgoszczy z Kapuścisk niedaleko lasku przy tramwajach 😀szok czytam i nie wierzę 😁

  • dmz2
    Odpowiedz

    Aż mi się biegać zachciało na to wszystko i poczuć to myśli ubijanie i układanie… 🙂 Dziękuję i przytulam.

  • Patysiowa mama
    Odpowiedz

    Pozdrowienia z Bydgoszczy z Kapuścisk mieszkam niedaleko lasku przy tramwajach szok czytam i nie wierzę 😁

    • anika
      Odpowiedz

      Ja też w tym momencie na Kapuściskach czytam 🙂 Świat mały jednak:)

  • Patysiowa mama
    Odpowiedz

    Pozdrowienia z Bydgoszczy z Kapuścisk niedaleko lasku przy tramwajach szok czytam i nie wierzę 😁

  • Justyna Czaplińska
    Odpowiedz

    A ja jak tak nie biegme i zapach z lat mlodych wywącham to jakos wspomienia dolują mimo ze piekne i zal tych lat ktore nie wroca. Mam nadzieje ze dzieci mi ten czas zwrócą gdy patrzec bede na nich… W polsce. Matka wzruszono rycząca z tronu odpisuje bo na tronie mimo spraw juz zalatwionych zawsze dłużej przesiedzi niz naprawde musi. Wlasnie po to by napisac

  • Beata Tycner
    Odpowiedz

    Dziękuję za ten tekst! Wracałam wczoraj sama do domu,autem. Dzieci z mężem. Jadę przez las, łąkę, sama. Nie powstrzymałam sie, stanęłam w tej dziczy, wzięłam głęboki oddech. Cos pachniało, drzewo jakieś kwitło, kwiaty, trawa. Pomyślałam sobie- jaki człowiek stęskniony jest za naturą, ze aż mu sie zbiera na płacz gdy czuje jej zapach. Koc, drzewo, czereśnie, placek babci, kompot, bose stopy, deszcz – moje Tęsknoty

  • Izabela
    Odpowiedz

    Opisy przyrody jak w "Panu Tadeuszu" tylko po nowoczesnemu 😀

    • BeataWu
      Odpowiedz

      Trochę zbyt nowoczesnemu. Ale tak w ogóle to zachciało mi się iść. ..gdzieś. .. przed siebie

  • Izabela
    Odpowiedz

    Opisy przyrody jak w "Panu Tadeuszu" tylko po nowoczesnemu 😀

  • edenlas
    Odpowiedz

    oj bieganie to nie dla mnie, nigdy nie było, a teraz przy obecnej mojej wadze rozwaliłoby mi kolana na amen.Ale chodzę kijki, oraz rower… Ale dobrze mieć takie coś jak to bieganie lub coś w ten deseń, byle przenosiło jak wehikuł czasu do miłych wspomnień…by porządkować to kłębowisko w głowie..

    Mieszkam na wsi, a nie wiem jak pachnie czeremcha! albo wiem, tylko nie wiem, że to to ;)_

  • uzdrowisko
    Odpowiedz

    A ja dopiero będę biegać ……. to chyba tez dobrze

  • Monika K.
    Odpowiedz

    Przepiękny tekst!

  • ja matylda
    Odpowiedz

    Zaczelas biegac….pomaga co?

  • ja matylda
    Odpowiedz

    Teraz zacznij…albo dokancz swoja ksiazke…prosze.

Leave a Comment

Start typing and press Enter to search