tymczasem u mnie.

stało się. zaczęłam. no dobra, prawie. na razie otworzyłam komputer, internet, zamówiłam herbatę, ciasto. larwinie oddałam babci. wprawdzie przede mną perspektywa dzikiego pędu nakarmienia młodszej oraz spacer, by nakarmić gołębie ze starszą, bo babcia z dwiema oraz ze świeżo ukończonym zapaleniem oskrzeli może nie dać rady. no a ja piszę. póki co notkę na blogu. ale oficjalnie informuję, że oto wzięłam się za książkę. w większości z tego co tu, ale nie tylko. wszak wulkan ze mnie. jeszcze nie wiem czym tryskam, ale tryskam.

najbardziej to się cieszę, że wyszłam z domu, po dwóch tygodniach kiszenia się, po przechorowanym całym wolnym całą czwórką, wreszcie wychynęłam. nawet spódnicę włożyłam. ale nie dlatego, żeby to jakoś uczcić, chociaż to też, a dlatego, że nie mam spodni. znosiłam już nawet te z podstawówki. a biorąc pod uwagę historię mody, znów stały się modne. albo wreszcie stały się modne, bo mnie nigdy moda w ubieraniu nie przeszkadzała, tak jak muzyka w śpiewaniu.

dzieci też jakieś takie radośniejsze, bo już zaczęłam się obawiać. nie dalej jak przedwczoraj, kiedy trzeci raz zmieniałam pościel zojce słyszę, jak natasza woła: „mama!”. „co?” – odkrzykuję. „chodź zobacz na mnie co ja tu wyprawiam!”. ponieważ od czasu jak pewnego dnia na te słowa przemierzyłam świńskim truchtem dom kilka razy i zorientowałam się że jej wyprawianie to jest dziwna mina, krok pingwina, bądź też pies z głowa w dół z jogi, to już się nie zrywam. odkrzykuję natomiast ochoczo i często, tak ochoczo i tak często, jak dzieć starszy coś ode mnie chce. czyli pokrzykuję bezustannie. odkrzyknęłam i tym razem, że „teraz nie mogę!”.” a co robisz?” – odkrzyknęło dziecko, moje geny mając w strunach głosowych. „zmieniam pościel” – pokrzykuję – „bo zoja zwymiotowała” – uprzedzam kolejne pytanie z gatunku „dlaczego”. na co wrażliwe ucho moje słyszy: „ojej, mogę zobaczyć?”. „możesz”. „dziękuję kochana mamusiu!!!”.

a proszę bardzo, znaj dobre serce matki.

no i od czasu, jak dziecko się ucieszyło z oddanej przez siostrę marchwi, która w zasadzie nie była marchwią, ale wszystko dla dzieci ma kolor marchwi, myślę, że trzeba, kurczę, wyjść już z domu.

a jak już wyszłam, to piszę książkę. co będę wyjście marnować.

tak więc znikam, a jak mi nie wyjdzie, to zniknę całkiem.

Showing 18 comments
  • ka
    Odpowiedz

    Telepatia onlajnowa:) Z komputerem Ty wyszła z domu, czy z ajpadem?

  • Katarzyna Kaczmarska
    Odpowiedz

    NIE ZNIKAJ!!!!

  • Izaraj R.
    Odpowiedz

    Ja pisze książkę (kulinarną!) od 4 lat. A ponieważ dzieci są już dorosłe i mam mnóstwo wolnego czasu, to tyle to trwa…:)

  • Faerie
    Odpowiedz

    Ja piszę powieść fantasy również od 4 lat… końca nie widać

  • matkojedyna
    Odpowiedz

    weźcie mnie nie straszcie! chcę skończyć do końca miesiąca.

  • Mimochodem
    Odpowiedz

    a ja tam wierzę, że lada moment książka będzie bestellerem:) ale to już wiesz ode mnie..

  • Izaraj R.
    Odpowiedz

    kurde, ma teraz wyrzuty sumienia, że może cię demotywuję? a wcale tego nie chcę!! chcę twej książki!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

    • matkojedyna
      Odpowiedz

      ja jestem chora na ambicję. mnie się nie da zdemotywować, jak już a) postanowiłam, b) rozgadałam 🙂

  • Ola
    Odpowiedz

    jak to znikam? chyba chwilę tylko, w sensie do jutra, czy jak?

    • matkojedyna
      Odpowiedz

      tak, tak, na chwilę. ja tu cały czas jestem. wszak im więcej do zrobienia, tym więcej czasu na inne rzeczy 😉

  • agu
    Odpowiedz

    Ani się waż znikać! !! Zapisy na książkę to tu? Tu! To ja poproszę, juz w kolejce stoję 🙂 Pisz pisz

  • Jolka J
    Odpowiedz

    Polecam zadedykować ją wszystkim 'super'matkom, którym tak łatwo przychodzi udzielanie dobrych rad – a niech się udławią ze złości 😉

  • maminowa
    Odpowiedz

    To czekam z niecierpliwością. Potrzebuje dobrej lektury na czas karmienia małego ssaka numer 2. Dlatego oby Ci poszło szybciej niż chłopu mojemu – pisze książkę od 15 lat, ale jeszcze nie skończył 😉

  • Magda M
    Odpowiedz

    Tymczasem to ja się wreszcie chilloutuje w łóżku, bo jakimś cudem dzieci poszły spać. Upajam się więc ciszą, czytając sobie nowego pressa (bo niestety na nic lepszego w łóżku raczej nie liczę ;).No więc sobie czytam tego pressa. A na stronie 112 zgadnij jaki blog jest wymieniony? Niedługo strach będzie lodówkę otworzyć 🙂 Pozdrawia wierna fanka (wierna = sprzed Muchy i Pressa)

    • matkojedyna
      Odpowiedz

      ojezusie ile ja bym dała, żeby w łóżku poczytać! a nie tylko to spanie i spanie 😉 dzięki za niusa. radosnym on jest dla mnie. a że z lodówki, to raczej nie wyskoczę, zimna nie lubię. prędzej z piekarnika 😉
      pozdrawiam bardzo! stara dobra ja (sprzed muchy i sprzed pressa, ale to ta sama).

    • mlecznybajeczny
      Odpowiedz

      Tylko sprzed której "Muchy", bo jest jeszcze taka:
      http://www.youtube.com/watch?v=sqBdOtsMwfI

Leave a Comment

Start typing and press Enter to search