rany julek.

pamiętam wszystko.

taki plastikowy korpus leżał przede mną, pełen kabli, poklejony plastrami przez tych, którzy już umieli. plastikowe dziecko. kawałek. klatka piersiowa z głową. nie ruszało się i nie było zagrożenia, że dostanie sepsy, żółtaczki typu b, c, d, e, f, g i że po prostu umrze, jak twoje dziecko, jeśli ci się nie uda. kurwa.

trzęsłam się, w środku i na zewnątrz. ręce mi dygotały, byłam przerażona. nagranie z telefonu, kiedy robiła to oddziałowa ciocia, czyli pielęgniarka, puszczałam sobie tryliard razy, tryliard razy też powtarzałam pod nosem po kolei co robię. ciocia tak kazała. „niech pani mówi na głos, to pani usłyszy co pani robi, w ten sposób rzadziej wkradają się pomyłki”. pomyłki??

pamiętam dźwięk gumowego kabla trącego o plastik, kiedy ciocia ustawiała fantom do ćwiczeń.

w końcu nadszedł egzamin. z tych trudniejszych. „proszę pokazać, jak pani będzie robić dziecku opatrunek”. nie wiem, jak mogłam bać się matury, kolokwiów, magisterki. nie wiem, jak mogłam stresować się, że teściowa przychodzi na obiad, albo że biorę ślub.

teraz miałam dziecko z browiakiem. cewnik broviaca, tak się to prawidłowo nazywa. centralne dojście. tak naprawdę jest to rurka, która zwisa twojemu dziecku z klatki piersiowej. jeden koniec rurki ma korek, albo kranik, zawinięty w jałowy bandaż, który robi taką kukiełkę, na którą wszyscy mówią „baba”. z drugiej strony rurka jest wprowadzona w żyłę główną twojego dziecka. tę obok serca, żeby – przy podawaniu leków – nie palić żył. bo te w rękach się kruszą. z tej rurki pobiera się krew, żeby nie kłuć dziecka za każdym razem. codziennie. kilka razy dziennie.

dsc_8184

miałam zrobić nataszy jałowy opatrunek w szpitalu, pod czujnym okiem pielęgniarki. miałam zmieniać go na jałowo co dwa dni w domu. przyklejać jej to do ciałka i dbać, by nie zjeżdżała ze zjeżdżalni, by tego nie dotykała, by nie wsadziła do piasku, do wody, do trawy, do kory, do życia. „uważaj na babę” przeniknęło do naszego słownika obok browiaka, paliwka (chemii), jeziorka (końcówki w kroplówce) i niezliczonej ilości cioć (cudownych pielęgniarek).

dsc_1922

kurwa, wszystko pamiętam. jak ta rurka niebezpiecznie wysuwała jej się z piersi, jak pielęgnowałam rany i blizny po stronie, gdzie browiaka nie udało się nataszy za pierwszym razem założyć. pamiętam, jak odkażałam, podawałam maść, podkładałam gazik pod kabel, zawijałam na dwa razy, w razie gdyby pociągnęła, żeby sobie nie wyrwała. pamiętam jak przyklejałam to do jej delikatnej skóry i pamiętam, jak ze skórą odklejałam co dwa dni, żeby zrobić nowy opatrunek, nową babę. pamiętam, jak próbowałam nie zrywać bąbli, nie robić większych ran, nie sprawiać bólu, którego i tak miała w nadmiarze. pamiętam, jak wstrzykiwałam do tego kabla sól fizjologiczną, żeby go przepłukać. bałam się pęcherzyków powietrza w krwiobiegu i skrzepów. pamiętam, jak pobierałam z tego krew. i jak potem tuliłam swoją córeczkę, jak bardzo jej serce z babą tuliłam do swojego. i ile razy płakałam.

dsc_4942

później był port, wszczepiony pod skórę obok obojczyka, jak poduszka na igły u krawcowej.

teraz nie ma nic. trwało to sześć lat. sześć długich, cholernie długich lat. nie miałam żalu, bo do kogo? nie rzucałam się jak ryba w podbieraku, bo po co? pomagałam, próbowałam przetrwać. przeżyć, utulić. teraz patrzę na ośmioletnią, niezwykle wartościową osobę i się uśmiecham.

mms_img-2139934404

i z podziwem patrzę, jak oni się uśmiechają. kasia i miłosz. do swojego syna julka, który jeszcze nie był w domu, który swoją straszą siostrę widział raz, jak go wkładali do samolotu medycznego, żeby go przewieźć z poznania do warszawy. do centrum zdrowia dziecka. do miejsca, które tak dobrze znam.

julek-1
julek-6

ta historia mną wstrząsnęła. bo pamiętam, jak tuliłam nataszę. a kasia trzyma w ramionach swojego orurkowanego i okablowanego syna tylko wtedy, kiedy pozwoli jej personel medyczny. nie wtedy, kiedy płacze, kiedy mu zmieniają opatrunki, rurki i kable, ani chwilę potem. jest w szpitalu cały czas. albo ona, albo miłosz. choć mogą być przy julku tylko kilka godzin. gdzie w tym wszystkim jest mała duża alinka – starsza, bo aż trzyletnia – siostra julka? jestem pełna podziwu dla tej rodziny. dla siły i spokoju, jaki z nich płynie.

julek-3
julek-2

potrzebują żyć. najlepiej, jak się da. najnormalniej, jak to możliwe. najspokojniej. wierzę w nich i wierzę w was, ludzi dobrej woli.

potrzebują pieniędzy. po prostu.

pomóżcie, proszę, jak ja. i jak pomagacie nam.

prowadzą blog, tu ich poznacie: rany julek.

jak ich wesprzeć? o tak:

1% podatku
KRS: 0000186434
cel szczegółowy: 1299/K Juliusz Klimczuk
Fundacja Pomocy Osobom Niepełnosprawnym „Słoneczko”

darowizna na konto Fundacji Słoneczko:

89 8944 0003 0000 2088 2000 0010

w tytule przelewu: 1299/K JULIUSZ KLIMCZUK

 

dziękuję.

 

ps ich zdjęcia wykorzystałam bez pytania. i bez pytania napisałam.

Komentarzy
  • Ania
    Odpowiedz

    Jesteś taka silna i WIELKA pomimo swojej postury( którą pewnie każdy wypomina-przepraszam że ja również) jesteś i Ty i Natasza i Zoja i Ojciec jesteście wspaniali i mocni!

  • Agata
    Odpowiedz

    Moja córka ma 4.5 roku, od listopada przechodzę to samo, zmiana opatrunków, pielęgnacja, pilnowanie co by kabelki pozostały na miejscu, chemie, faszerowanie lekami, stres przy „byle” gorączce i jestem pełna podziwu dla tych małych istot jak szybko potrafią sie przystosować do nowej sytuacji… Wytrwałości i zdrówka życzymy…

    • Jo
      Odpowiedz

      Pamietamwszystkotez….

  • Kamila (mama najmniejszej)
    Odpowiedz

    Tym wpisem przypomniałaś mi nasze spotkanie w CZD na sali pooperacyjnej po tym jak naszym córkom usunęli 3 migdałek. Spojrzalam wtedy na wasz segregator z historią choroby o rozmiarze niczym spisana cała wiedza wujka google i zdębialam. zawstydziłam się. wzruszylam i zamknęłam oczy żeby nie wypuścić łzy ktora mi wpłynęła do oka chyba prosto z serca. Pomyślałam jak ja mogę narzekać na katary, zapalenia oskrzeli, uszu, gardła, sraczki i rzygaczki. Czym są moje zmartwienia przy tym co macie opisanie w tej swojej dziesiecio kilogramowej księdze? Od tamtego spotkania podziwiam Was, milo wspominam, śledzę nowości z życia i nieustannie trzymam kciuki za nowy segregator bez szpitalnych wpisów a z samymi zdjęciami zdrowej i radosnej buźki Nataszki.

  • Karola
    Odpowiedz

    Jednym z moich marzeń jest to żeby w każdym mieście, w każdym szpitalu i na każdym oddziale nauczyli się obsługi broviaka („kateteru”). Niestety nie wszystkie pielęgniarki potrafią z niego pobrać krew i kłują dzieci w rączki czy główkę…

  • Kasia
    Odpowiedz

    No i teraz ja ryczę…

  • Nel
    Odpowiedz

    Polecam rodzicom blog „Kochamy Laurę”

Zostaw komentarz

Start typing and press Enter to search