jak właściwie chwalić się dziećmi. poradnik.

moje nastolęctwo było krnąbrne i burzliwe, niczym wiosna w polsce przed wielu laty.

piszę „przed wielu laty”, bo zmienił się klimat na świecie i białe święta teraz mamy na wielkanoc. nie będę tym razem prawić o globalnym ociepleniu, choć powinnam, bo planeta woła o ratunek, na który i tak już jest za późno – można jedynie lekko odsunąć w czasie jej agonię i namówić swoje dzieci, by nie miały dzieci, albowiem ogólne zachowanie ludzkości woła o pomstę do nieba i jest idiotyczne, jak religia w szkole.

byłam dziewczynką wychowującą się wśród samych chłopców. i jak kiedyś poprosiłam babcię o sukienkę z pliską i przedłużonym stanem, która w rozumieniu mojej mamy i jej mamy miała być fasonem, w którym moje dziewczęce kształty wyglądałyby a) korzystnie, b) ponętnie jak tylko dwunastolatka nęcić może, moja babcia – krawcowa – uszyła mi ją bez słowa. ani nawet oko jej nie drgnęło, że pomysł jest kretyński i że jedyny raz, kiedy tę sukienkę włożę, to generalna przymiarka. babcia uszyła, ja włożyłam, pokiwałam do siebie w lustrze od zachodu na wschód i z powrotem, a nie z północy na południe, po czym zdjęłam ją z siebie, a babcia tak samo bez słowa podała mi płócienne spodnie na gumce, jakie uszyła wszystkim chłopcom w domu tego dnia.

aged-ancient-asian-45178

szlajałam się z chłopakami najpierw na rowery, potem na szaber, w końcu na piwo i na koncerty. kiedy tak szliśmy bandą w pięcioro, byliśmy nie do ruszenia. pomysły mieliśmy wspaniale idiotyczne i chciało nam się je realizować. zespół muzyczny, filmy długo- i krótkometrażowe w typie „młodych wilków” oraz wyżeranie wujkowi z butli wina, które stało się już galaretką było na porządku dziennym. ciągnęło nas do wszystkich tancbud, ale tych dla harlejowców. mieliśmy długie włosy, pogardę dla disko, jak trzeba, to gumki, a jak trzeba – dzwony – babcia robiła nam jedne z drugich i odwrotnie (zawsze bez słowa).

adults-applause-audience-1047443-1

chodziliśmy po naszej małej mieścinie i sialiśmy – to ferment, to fajne pomysły. jestem przekonana, że część tych ludzi, z którymi obalaliśmy tanie wina w parku do tej pory myśli, że byłam jednym z braci m., jak w tym dowcipie, że czterech rusków w kożuchach grało w karty i piło całą zimę, a wiosną się okazało, że jednego do brydża brakuje, bo niedźwiedź sobie po prostu poszedł.

animal-bear-brown-bear-35435

ważne było to, że zawsze każdy za każdym by skoczył w ogień, nie muszę chyba dodawać, że sami ten ogień rozniecaliśmy. mieliśmy taktykę na motto wilhelmiego: „przypierdol i odskocz”. nasi rodzice nie widzieli nic złego w tym, że mieliśmy wymalowany pokój na czarno i tam budziliśmy się w towarzystwie nowych, bądź starych kolegów, jak tylko zjeżdżaliśmy się do kupy. zresztą, nie mogli mieć nic przeciwko, gdyż albowiem kilka lat wcześniej sami, a dokładnie pod postacią wujka po asp, pizgnęli sobie portret niemena na cała ścianę. olejną.

zresztą, kiedy zjeżdżaliśmy się do kupy, nie tylko my postanawialiśmy hucznie uczcić ten fakt, nasi starzy takoż. i zdarzyło się raz, że iż albowiem, wróciliśmy do domu trzeźwiejsi, niż oni. zastaliśmy przy stole trzech naszych ojców w wesołej, ale jednak malignie. czas był na nich, na nas zresztą takoż, jednak ponieważ w małym mieszkaniu było nas 17, trzeba było, by zwolnili duży pokój, bo trzeba się było gdzieś położyć spać. w ten oto sposób zholowałam jakoś swojego własnego ojca do spania, a kiedy go prowadziłam, ostatkiem sił odwrócił się do swoich braci i powiedział z najebaniutkim uznaniem: „i co, kto ma najlepsze dzieci??” po czym padł. przepraszam, tato, że to opisuję, no ale nie oszukujmy się, tak było. a ta historia zawsze wydawała mi się śmieszna.

abstract-art-blur-749386

potem przyszedł czas refleksji, że przecież jak to tak, że przy dzieciach, że alkohol i że tak nie można, ale przecież mieliśmy po 16 lat i sami byliśmy najebani, aż miło, a do tej pory zastanawiam się kto nam wtedy ten alkohol sprzedawał. potem myślałam, że oto nie ma się czym chwalić i że w sumie było pincet innych, ciekawszych powodów, żeby się ucieszyć, że się ma córkę, i że właśnie taką, ale jakoś musiało nie być sposobności, a wiadomo, że co trzeźwy myśli, to pijany gada.

dziś jednak zrozumiałam wszystko i mam zamiar pochwalić się moimi córkami, mimo że jesteśmy trzeźwe jak świnie, wszystkie trzy. otóż mogłabym powiedzieć, że natasza na wszelkich pomiarach rozwoju jest poza skalą, a zoja już w przedszkolu ma indywidualną ścieżkę nauczania, ale nie. powiem to. przy wieczornym rechocie podczas zabawy powiedziały do mnie: – mamo, jesteś śmieszna jak aśka kołaczkowska.

i w ten oto sposób chcę ryknąć na cały świat, na cały internet, a może i na półtora:

i co, kto ma najlepsze dzieci??

 

ps pozdrowienia dla braci m.: rybak, małpa, zyga, źrebak – dzięki. byliśmy najlepsi.

zdjęcia pochodzą z pexels.com oraz od ojca jedynego.
Komentarzy
  • Ala
    Odpowiedz

    Ale fajna młodsza młodość 😊

  • Krystyna
    Odpowiedz

    Matko jesteś śmieszna jak Aśka ..dzieki za twoje pisanie.

  • Evi
    Odpowiedz

    Dzieci najlepsze! 😁😂

  • Kasia
    Odpowiedz

    Są cudowne 😍😍😍
    Jak ostatnio usłyszałam ” Wow Mamo jesteś lepsza niż traktor 😂” chodziłam nadeta tydzień.

  • NinJa
    Odpowiedz

    Ja ostatnio uslyszałam od córki lat 3.5 /cytuję/:
    – łał mamo jesteś moim superbohaterem! ..prawie jak tata!
    Dzięx córko 🙂

  • Aga
    Odpowiedz

  • dmz2
    Odpowiedz

    Lov u. <3

Zostaw komentarz

Start typing and press Enter to search