w zasadzie odkąd się urodziłam, to umieram. i cały ten proces nazywa się życiem. oczywiście każdy zna ten banał, że żyj tak, jakby to był ostatni dzień, tańcz, jakby nikt nie patrzył, jedz czekoladę i pij piwo, bo to są prawdopodobnie warzywa, a jutra przecież może nie być.

jeden powie, że żyje się raz i rzuci się z mostu na gumce, drugi, że zjadł już cały wagon wszystkiego nie wypakowując z wagonu i od teraz będzie napierdalał krosfit, bo tak.

każdy z nas może wszystko.

uważam, że mamy wpływ totalnie na wszystko. zupełnie inną kwestią jest to, na co się decydujemy. a wybieramy zawsze najlepiej dla siebie. staram się pamiętać o tym w kryzysowych momentach nawrotów bólu i żalu z przeszłości typu: „dlaczego mnie zabrałeś” oraz „dlaczego mnie nie zabrałeś”. inaczej nie umiał. wtedy to wydawało mu się najlepsze, co mógł zrobić. chuj, że przez to nie gram na akordeonie, albo – co gorsza – gram.

aktualnie w moim życiu potrzebuję bodźców, pierdolnięcia młotkiem w mózg, które uświadomi mi, że żyję, że czuję, że nie czuję, że jestem, że mnie nie ma. mocnych, silnych, ekstremalnych.

morsy2

jakiś czas temu umawiałam się z kumplem na moje pierwsze morsowanie. i wtedy jego dziecko zagorączkowało, czym zmiotło moje ambitne cele pod dywanik komfortu. że się nie uda, że nie tak miało być, że nie teraz, że trudno, że następnym razem.

dywanik komfortu jednak zawinął się na tyle złośliwie, że potknęłam się o niego przewracając na własny pogląd, że wszystko jest kwestią wyboru. i tak o 14:30 wybrałam, że jedziemy. na 15:00. 20 kilometrów. ubieraj dzieci. natychmiast.

w pośpiechu goliłam nogi i pachy. nogi niepotrzebnie, bo może w rajtuzach byłoby mi cieplej. pachy całkiem słusznie, bo jednak się stoi ze skrzydłami w górze, przynajmniej pierwszy raz. bo morsowi ekstremiści pływali. wpław. na głęboką wodę.

morsy3

ale od początku.

się ma kostium kąpielowy, jak latem. bikini. na nim dres łatwo ściągalny, buty, jak ktoś ma neoprenowe, a jak nie ma, to bez, albo takie na jeżowce, bo przecież w polsce się roi od jeżowców.

morsy, kiedy jeszcze są w dresach, robią rozgrzewkę, biegną, aż poczują, że naprawdę jest im ciepło – i uwierzcie mi – jest. i wówczas morsy, w rękawiczkach i czapkach oraz szalikach, ale tu dowolność, wpierdalają się z impetem do zimnej wody. po cycki. lub – jeśli są mną – po węzły chłonne. można drzeć ryja, pomaga.

morsy

uczucia nie są jak w bałtyku, albo innych niesulicach latem, to nie ma nic wspólnego z wchodzeniem do wody latem. nic. latem bym nie wlazła. albowiem ja uwielbiam gorąc. w każdym pomieszczeniu, od września do maja, siedzę przy kaloryferze w wełnianych skarpetach z zimnym nosem i kubkiem herbaty z imbirem, bo jest mi zimno. i nigdy, ale to przenigdy nie myślałam, że wejdę zimą do wody.

dsc_0007

nie wiem, co mnie podkusiło, ale jestem temu wdzięczna. samo stanie w lodowatej wodzie nie jest jakieś szalenie ekscytujące. początkowo jesteś w szoku, potem do ciebie dociera co robisz, a ponieważ mózgu nie moczysz, to sobie myślisz, że naprawdę trochę cię pojebało, ale trochę jest fajnie, i chcesz wiedzieć co czujesz. i sobie uświadamiasz, że nic. i to jest trochę błogie, a trochę kripi. i jak się ocierasz noga o nogę, to gdzieś tam w głębi kolana czujesz się trochę jak barbi, w sensie, że z plastiku. i to też jest jednocześnie błogie i kripi.

jak się w wodzie ruszasz, to się czujesz, jakbyś się wbiła w sam środek stada kryształowych lisków z ostatniej części gwiezdnych wojen. i stoisz w tej wodzie i mówisz właśnie to, dzielisz się refleksją, że czujesz się jak w środku stada kryształowych lisków i widzisz te spojrzenia swoich równie nienormalnych nowych znajomych i wiesz, że nikt nic nie kuma, ale wszyscy cię akceptują. i potem krzyczysz to o liskach do tych ludzi w kombinezonach narciarskich na brzegu, a oni bez tego mają cię za debila. i to jest fajne.

dsc_0012

najtrudniejsze ze wszystkiego było dla mnie wytrzeć się po wyjściu z wody, bo ja kiedyś zjadłam substancje psychoaktywne i próbowałam wówczas wyprać ręcznie skarpetki w umywalce i moje ręce wtedy nie były moje, a skarpetki były i miałam pewien dysonans, że to, co jest przyczepione bezpośrednio do mnie, czyli ręce, to ja czuję, że to nie jest moje, a dodatkowo stoi mi na drodze do czucia mojego, co w ogóle nie było ze mną zintegrowane, czyli skarpetek. tak i teraz. wycieram ciało, którego granic nie czuję. rękami, których też nie czuję. i zakładam skarpety na stopy w piachu, którego też nie czuję i w ogóle skarpetki się nie ślizgają po wilgnym i ja to widzę, i też tego nie czuję. i myślę, że właśnie teraz mogłabym napisać pracę doktorską o roli skarpetek w moich procesach poznawczych, jednak nie mam czucia w palcach, więc nie napiszę.

nie czuje się nic. i nawet jak kolega sobański nie wierzył i mi przyłożył z liścia w nogę, to też nic nie czułam. za to potem dosyć długo schodzą siniaki w kształcie dłoni sobańskiego z nogi.

i sama się zastanawiam: po co ja tam włażę? to wszystko jest takie dziwne i w sumie niezrozumiałe. ale jak już jest kilka godzin później, jak się nad wanną wytrzepuje piasek ze skarpet, jak już się nie jest bordowym ani sinym, tylko zwyczajnie, po świńsku różowym, to wtedy wraca czucie.

i wtedy się czuje. dumę.

warto.

 

zdjęcia zrobili: dwaiosiem.pl oraz wojciech laskowski (morsy nowogród bobrzański). dziękuję!
Komentarzy
  • D
    Odpowiedz

    Uwielbiam Cię matko jedyna!! Dziękuje za chwile niekontrolowanego śmiechu. Być może tez się kiedyś odważę wleźć do lodowatej wody zima. Gratulacje!! Jesteś niesamowita.

  • Agnieszka Warzecha
    Odpowiedz

    Jesteś niesamowita! Tekst- super! Uśmiałam się. Dzięki.

  • Ala
    Odpowiedz

    Podziwiam…Nigdy w życiu z własnej woli nie zrezygnuję z cielesnego ciepełka!

  • Magda
    Odpowiedz

    Czuję się, jakbym przeczytała własne przeżycia. Moje pierwsze morsowaniem przy -8 i dysonans poznawczy, bo skóra zamarzła, ręce nie moje i nie jestem w stanie się ubrać. Polecam mordowanie z sauną-inna kategoria, trochę jak wakacje all inclusive w porównaniu z namiotem nad polskim morzem 😉

  • Ewa
    Odpowiedz

    smile szacun i podziw!

  • Justyna
    Odpowiedz

    Marzę! Podziwiam! … okna miałam myć bo święta niby idą a ja czytam i czytam i czytam i oderwać się nie mogę!!!!!!

  • Kasia
    Odpowiedz

    Czad laugh jestem pod ogromnym wrażeniem bo ja nawet jak biorę prysznic to zanim poleci gorąca woda to się kompresuje pod ścianą, żeby mnie ani kropla nie dotknęła ! Ale rozumiem potrzebę młotka, też tak mam teraz. A rozważałaś może taką przyjemność jak jakiś bieg ekstremalny typu runmageddon? To był dla mnie młotek który starczył na dobre pół roku 😉

  • Kamila
    Odpowiedz

    i właśnie takiego czegoś szukałam , żeby mi ktoś z mięcha wyłożył jak to jest . i mimo że czuję nadal że jak nie spróbuję to nie skumam, to zauważam że moje „nigdy tego nie zrobię,ale podziwiam” kruszy się pomalutku w stronę „liski …liski…liskiiii”

  • Ania
    Odpowiedz

    Kiedyś nadejdzie mój czas 😁

  • basia/tumnieboli.com
    Odpowiedz

    kurczę, fajnie. też bym wlazła. na pewno bym darła ryja, bo tak zawsze robię – czy to sauna czy poród 😉
    i jeszcze tak na marginesie. ostatnio koleżanka-nauczycielka powiedziała, że lubi czytać mojego bloga, tylko nie może znieść tych małych liter. wzięłabym długopis i na czerwono poprawiała – mówi. od tej pory myślę czy nie zacząć jednak używać dużych. ale matkojedyna też pisze małymi! więc być może to ma sens. pozdrawiam.

  • Inka
    Odpowiedz

    Rewelacja! W tym roku także mój pierwszy sezon. Opis w punkt! Endorfiny walą po głowie, cieszysz sie jak wariat.. w sumie to wygladasz jak wariat, bo kto normalny w mróz do jeziora włazi… a potem.. chcesz jeszcze i jeszcze 😉
    Ps. Krzyk na prawdę pomaga 😉

  • Monika
    Odpowiedz

    W sedno 😀 też rozpoczęłam przygodę z morsowaniem. I też jestem ciepłolubna i latem nie wchodze do wody. To uczucie hest zarąbiste. Opisałaś to idealnie😀

  • Bea
    Odpowiedz

    Siedzę i parskam śmiechem. Szczególnie z tekstu pod ostatnim zdjęciem.

  • Ewa
    Odpowiedz

    I takie doświadczenia generują pytania od świata: i po co Ty to robisz? Co Ci to daje…? Pytania na które nie ma odpowiedzi. I człowiek czuje się głupio ze nie ma. I śmiesznie też.
    Tak fajnie robić rzeczy które są „po nic” 😊

Zostaw komentarz

Start typing and press Enter to search