trampek.

berlin, ze dwa tysiące może dziewiąty. środa. biegniemy we trójkę świńskim truchtem do takiej na maksa wielkiej, okrągłej hali, ja się trzęsę z rozemocjonowania, oni pewnie też, ale oni na pewno mniej niż ja, chociaż może tak samo. jezusmaria, nie wiem, bo taka jestem rozemocjonowana, że w ogóle nie wiem co się dzieje. wbiegamy obsprawdzani z każdej strony, oni po pracy, poubierani że na biurowo, ja że z domu, niby wyluzowana, ale zapocona z emocji, się trzęsę. ktoś pić, ktoś siku, ja zła, bo się zaczęło i nie zdążymy. miejsca siedzące, entszuldigung, das ist majne plac, jak w polskim kinie.

sala jest okrągła, scena na samym środku. scen jest kilka, są nimi takie walce, o przeróżnym na szczycie polu koła. wzór na pole koła to jest pi er kwadrat, bardzo śmieszne, że kwadrat, bo to jest koło przecież. co ja gadam? to emocje. te wielkie walce się ruszają, raz są wyżej, raz niżej, na jednym walcu dwoje albo troje obszernych murzynów z wiadrami wszytymi w gardła, śpiewają tak, że japierdolę, na drugim walcu zespół, gitarzysta właśnie z całej epy napiżdża ten singiel, co promował całą płytę, wysunął się na czoło walca, bredzę w malignie, jakie czoło walca, gdzie walec ma czoło? na przód się wysunął, ale gdzie okrągła sala ma przód? do nas, w naszą stronę się po prostu wysunął, a za chwilę w ich stronę, stronę tamtych, co są na drugim końcu średnicy przecinającej tę salę na pół. on, ten gitarzysta, stoi w centrum i teraz ja myślę, jakiej długości on ma promień do nas i do nich, i czy on stoi w tym miejscu, gdzie by wbił cyrkiel, jak by miał takie koło narysować.

ten gra, ja piszczę, ale w środeczku, spróbowałabym w niemczech drzeć polskiego ryja. na kolejnym walcu tancerze. wiją się, jak ja na maturze. wszyscy robią wszystko we wszystkie strony, bo sala jest okrągła, nie wiem czy pisałam. nad ruchomymi walcami są takie siatki – zmyłki, zupełnie jak reklama optyka na autobusie mzk, że niby nie prześwitują, a wszystko przez nie widać. i ta siatka robi takie ekrany półokrągłe, żeby ten, kto jest teraz z tyłu koła, miał ogląd na przód koła.

swoją własną, prywatną kamerkę – nad głową, albo przy mikrofonie, nie pamiętam, takie emocje były, ale na pewno blisko, bardzo blisko swojej twarzy, tak, że dokładnie widać uśmiech, oczy i nawet to, jak pije wódkę, ma on. justin timberlake.

trampek.

widać go na tej siatce, kiedy skacze po walcach, kiedy tańczy z tancerzami, kiedy zjeżdża walcem pewnie w podziemia berlina i kiedy wyjeżdża cały na biało z fortepianem, kiedy życzy nam coś, pewnie wesołych świąt, kiedy śpiewa, tak w chuj zajebiście śpiewa, kiedy jest luźny jak mietek szcześniak, kiedy śpiewa ‚jestem luźny’.

wiszę na barierce. chciałabym się wychylić mocno, mocno. chciałabym się rozciągnąć, jak mój kot, kiedy chciał spierdolić, bo sobie zasrał futro i myłam go w umywalce. potem mam siniaki na żebrach i brzuchu, i to mnie boli. to oraz fakt, że mój boże, ile dni w swoim życiu postradałam, żeby osiągnąć nic. zupełnie odwrotnie, niż on.

śpiewam razem z całą salą niemieckich nastolatek oraz ‚mi’ i mężem. ‚mi’ nachyla się do mnie i mówi: też czujesz, że on śpiewa tylko dla ciebie? czuję. wszystko czuję. całą sobą. tłum niemek i barierki. łzy i serce w szyi. i że nie oddycham.

ten koncert był doskonały. doskonałe było też to, że był o siedemnastej w środę. oraz że w drodze powrotnej wymyślałyśmy z ‚mi’ co byśmy mu dały na kolację, jakby z nami mieszkał i że nam wyszło, że bułkę z kiełbasą, ale dostałby dopiero, gdyby wyszedł z psem. nie wyszedł, więc z bułki nici.

niedawno dostaję smsa, że justin znów przyjeżdża dla nas śpiewać. w mojej głowie, natychmiast, obok wzoru na pole koła, tak samo mocno utkwiło przekonanie, że jadę tam. cokolwiek by się miało nie zadziać, jadę tam. ba, ja tam już jestem, kwestia czasu tylko. i teleportacji i czegoś tam jeszcze. i że bilet trzeba kupić i opiekę do dzieci załatwić. i że to wszystko takie proste jest. żebra na wszelki wypadek już zawinęłam bandażem i okładam się po nich rurą od odkurzacza, żeby się przez te pół roku przyzwyczaiły.

nie przewidziałam tylko jednej rzeczy, mianowicie takiej, że w strefie vip bilet kosztuje dziewięćset pięćdziesiąt euro i nie pociesza mnie nawet to, że euro ostatnio potaniało, bo nadal jest, kurwa, po cztery złote ponad. i nawet nie ratuje mnie to, że sześćdziesiąt trzy eurocenty już mam.

no i ja wiem, że ja nie muszę siedzieć/stać/omdlewać z przejęcia w strefie vip i nie będę, ale coś mi zgrzytnęło. otóż: dlaczego prawie tysiąc euro i za co? moja wyobraźnia już pojechała do berlina, bo, dajmy na to, ja zdobyłam tyle szmalu i ja go wydam na papierek, na który wejdę do hali, w której śpiewa ten uroczy i utalentowany chłopak. ja w wyobraźni stoję pod samą sceną, bo mam bilet vip. oczywiście z mnóstwem osób mamy takie bilety. ja, angela merkel, sting i hulio iglesias. z rodzinami. jest więc enrike, sting zaprosił oczywiście annę marię jopek, bo miała blisko, angela z kuzynką, mężem (jeśli ma) i mężem kuzynki, bo potem idą do nich na imieniny. wszyscy zadzieramy łby wysoko, bo scena ma minimum cztery metry, żeby ten plebs z biletami za pięćset euro widział wszystko z daleka. my nie widzimy zatem nic. miejsca mamy siedzące, bo kto to widział, żeby angela merkel stała półtorej godziny. poza tym, za te pieniądze, to każdy z nas ma fotel z grawerem wraz z panieńskim nazwiskiem matki przyspawany do tej hali na amen – złotem, kadzidłem i, chyba, mirrą.

trampek.
trampek.

słuchamy z zaciekawieniem podziwiając jak sprytnie przymocowali do tej aluminiowej konstrukcji te płyty osb, no naprawdę, niemiecka technologia. i że jak się skończy i artysta pojedzie do domu, to z tych płyt się jeszcze coś zrobi, być może angela będzie chciała sobie w tym roku wyremontować poddasze, nie wiem. kiedy justin przebiega, to słyszymy tupot jego stóp. jak na dziewięćset pięćdziesiąt euro, jest wyśmienicie. obstawiamy czy to w ogóle on przebiega. to znaczy ja nie obstawiam, bo kupiłam wodę za ostatnie sto euro, ale patrzę, jak się reszta doskonale bawi. a tylko ja wiem, że to on, bo ja już byłam na koncercie i mam tę satysfakcję, że wiem jak tupie justin timberlake. nagle zgubił trampka, ten trampek spadł na nas i nikt się na niego nie rzucił, chociaż wszyscy chcieli, zwłaszcza ja. ale nie wypada. kuzynka angeli mówi łamanym niemieckim, bo jest z nrd, że mógł już dwa rzucić, bo co z jednym zrobić. potem z telewizji się dowiemy, że to była sztuczka i justin się na oczach widowni przebrał jednym szarpnięciem swej boskiej ręki i miał potem kostium szałowy, jak, nie przymierzając, maryla rodowicz na sylwestra. my tego nie widzimy, bo patrzymy na białego trampka i zastanawiamy się czy śmierdzi.

drodzy państwo, nigdy nie dowiem się czy występowy trampek justina śmierdzi. a to dlatego, że wbijając sobie w żebra barierki, będę stała z plebsem zauroczona kilometr od niego.

i nie będę oddychać.

zdjęcia pochodzą z pexels.com i ze stron artystów. jak łatwo wywnioskować, angela nie ma zdjęcia jednocześnie w dobrym nastroju i rozdzielczości. 

Komentarze
  • Matylda
    Odpowiedz

    Jestem w 5 miesiącu ciąży i zamiast spać i zbierać wspomnienia o 10h przespanej nocy czytam o 1:59 Twój wpis i… ;p płacze ze śmiechu tak bardzo że mój syn jeszcze nienarodzony już się obudził ;p
    Jesteś najlepszym poprawiaczem humoru i z nadzieją liczę na książę w Twoim wykonaniu: zbiór myśli i historii matkijedynej!
    Pe es. Myślę, że Justinowy trampek nie śmierdzi! Myślę, że nic co Justinowe nie śmierdzi! ;p
    No Stara, zazdroszczę biletu i tamtego i tego i w ogóle tego, że się napić możesz i że szczupła jesteś – mam nadzieje, że za jakieś 2/3 lat Justin znowu koncert będzie miał chociażby w Berlinie… ;p !

    • matkojedyna
      Odpowiedz

      loffciam! 😉

  • Małgorzata
    Odpowiedz

    o Bosze ale się uśmiałam o 4 nad ranem, dziękuję to będzie wspaniały dzień 🙂

    • matkojedyna
      Odpowiedz

      bardzo się cieszę!

  • aga
    Odpowiedz

    chyba skupiłam się na tym „nic” i na tym, że „boli”. i tulę, bo smutno, bo chcę stwierdzić, że to nieprawda, bo zawsze jest coś lub ktoś (mąż lub „mi” – a to też są osiągnięcia) i pewnie są i były też inne osoby i rzeczy i fakty i nie można tak „nic”. bo i justin ma dużo, ma głos i śpiew i pewnie te euro też ma, ale czy problemów brak? spokoju pewnie też brak.

  • Rose
    Odpowiedz

    Ćwicz sokojnie z tymi barierkami bo taki trampek mógłby Cię uderzyć nie wiadomo gdzie dokładnie… a tak to bezpieczniej. Znieczulenie w emocjach gwarantowane ale mimo wszystko !:) do lipca będziesz gotowa ! Będziesz biła blaskiem takiego zadowolenia wśród tych obco nam języcznym tłumie że może nawet wyłoni Cię z tłumu swoim spokojnym spojrzeniem ?

    • matkojedyna
      Odpowiedz

      „to ta obita trampkiem!” westchnie, wyciągnie rękę i poterpie mnie po łbie.

  • Aga
    Odpowiedz

    ,,…mój boże, ile dni w swoim życiu postradałam, żeby osiągnąć nic. zupełnie odwrotnie, niż on.”
    Ostatnio mam podobne mysli codziennie. To nie jest fajne

    • matkojedyna
      Odpowiedz

      to jest takie, jakie nadasz temu znaczenie 🙂

  • Evi
    Odpowiedz

    Matko, no co ja mam powiedziec. No aljowju no! Obsmialam sie straszliwie, juz mi nawet migrena nie przeszkadza i ze sie leje woda pod prysznicem, bo musze doczytac.
    No i Justin <3

  • Edyta
    Odpowiedz

    Uwielbiam Cię czytać MatkoJedyna ❤ uśmiałam się do łez 💋 miłego dnia 😘

  • Ewa
    Odpowiedz

    Boksie! You made my piątunio 🙂

  • Ewa
    Odpowiedz

    Boskie! You made my piątunio 🙂

  • Fanka
    Odpowiedz

    5-6 rano? Nawet nie spojrzałam na Zegar, ale o Justine przeczytałam i się obśmiałam. I jak teraz na nowo zasnać? A mam urlop i mam prawo.

    • matkojedyna
      Odpowiedz

      hahaha

  • Joanna
    Odpowiedz

    Wpis-cudo, jak zwykle 🙂 to ja już z niemiecka pojadę: Danke! 😀

  • Kasia
    Odpowiedz

    Lubię cię matkojedyna.Dzieki to jest zajefajny tekst👍🤣🤣

    • matkojedyna
      Odpowiedz

      to ja cię lubię! 😉

  • Sparkle
    Odpowiedz

    A miałam mieć dzisiaj doła 😀 Ale to chyba odpuszczę po TAKIM wstępie przy kawie. Dzięki!

    • matkojedyna
      Odpowiedz

      przepraszam 😉

  • Dorota
    Odpowiedz

    Uwielbiam Justina ale nigdy nie byłam na jego koncercie. Do teraz. Dzięki Ci matko jedyna. Wszystkimi członkami i zmysłami czułam że jestem tam w tym Berlinie z wami. Nawet tę barierkę wbijającą się w żebra czułam. Cudowne przeżycia, cudowny tekst
    .

  • Karolina
    Odpowiedz

    Matko Jedyna rewelacja😍😍😍😍😍

  • Dorota
    Odpowiedz

    Jak Ty mi możesz robić takie rzeczy ? Jestem … byłam przekonana o swojej zajebistości w pisaniu i już chciałam prosić kogoś kumatego o pomoc w założeniu bloga… Młodzi teraz za grosz szacunku do starych nie mają … A 4go lipca … Kraków … mówi ci to coś …? Pewnie nie,to napiszę … Pearl Jam 😃 Dzieci nam bilety kupiły 😜

    • matkojedyna
      Odpowiedz

      pearl jam… <3

  • Ewa
    Odpowiedz

    Nasza jedyna Matko Jedyna ❤️

  • Kasia
    Odpowiedz

    no ja też kocham Justina 😀

  • Ala
    Odpowiedz

    Wydobyłaś mnie z odmętu zgniłej grypy. Nacharczałam ze śmiechu na przemian z kaszlem na obsrane futro kota. Jesteś wielka!!!!! 😄😄😄

    • matkojedyna
      Odpowiedz

      najważniejsze, że odcharknęłaś! 😉

  • Aisog
    Odpowiedz

    No matkojedyna trafiłaś celnie w samo sedno z tym wpisem.wlasnie zamierzamy walczyć o bilety na Justina w Amsterdamie. Sprzedaż rusza w poniedziałek o 9.to będzie na pewno zacięta walka.trzymaj kciuki 😚

    • matkojedyna
      Odpowiedz

      udao sie?

  • Bernadeta
    Odpowiedz

    Cudowne! Uwielbiam Cię Kobieto!

  • Kasia
    Odpowiedz

    Jakbym miała napisać, że jadę na koncert Dżastina to bym napisała jedno zdanie i nie wiem, co by można do tego dodać. A Ty z tego robisz arcydzieło sztuki 😀 Geniuszu 😀

    • matkojedyna
      Odpowiedz

      cmok, dziulka!

  • Ewa
    Odpowiedz

    a wybierasz się wkrótce na jakiś koncert, występ, balet czy może zapasy? co bym wiedziała na co biletu nie kupować licząc na relację tutaj?

  • Immoral
    Odpowiedz

    Popłakałam się ze śmiechu przy tych fragmentach o Angeli z rodziną 😀 Cieszę się, że tu trafiłam, z polecenia Miss Ferreira.

  • Beem
    Odpowiedz

    Mam duże opóźnienie czytelnicze, ale dalej i dalej jest tak cudownie, po prostu byłam tam z Tobą, dzisiejszego doła i frustrację gdzieś poniosło w cholerę. Było i jest suuuuper. Ja bardzo, bardzo dziękuję, ależ ty masz sztuczki! Niesłychane

Zostaw komentarz

Start typing and press Enter to search