to nie jest jak płakanie, ani się śmianie, bo robię to rzadko. pisząc rzadko, mam na myśli naprawdę rzadko, to znaczy raz na dwa – trzy lata, albo raz na rok. rzadko. nie jest to regularne, tak jak moje płakanie, albo się śmianie, jest wprawdzie tak jak jedno i drugie nieplanowane, no i robię to.

otóż.

raz na jakiś ten tam czas kupuję litr produktu, na który w sklepie oficjalnie mówią krowie mleko i robię sobie śmietankowy budyń. rzadki. musi być ciepły i do picia, i wyjadam go łyżeczką. musi być to jesień i jesień. w sensie w środku i na zewnątrz mnie. albo zima i zima. i tylko to. latem i latem, ani wiosną i wiosną, ciepły, rzadki budyń nie ma racji bytu. latem, albo wiosną nigdy nie jest tak źle, że człowiek potrzebuje się zalać gęstą, lepką mazią o smaku wyimaginowanego dzieciństwa. wiosną, albo latem nigdy nie jest tak źle, że człowiek lubi się poparzyć w podniebienie, zalepić od środka, na chwilę ukoić wnętrze śmietankowym, ciekłym termoforem.

budyn

ukojenie oczywiście jest złudne, bo produkt zwany krowim mlekiem, okraszony mąką ziemniaczaną wraz z bogactwem wszelkiego rodzaju E, sprawia, że zwyczajnie napierdala mnie brzuch, są jednakowoż plusy zaistniałej sytuacji, albowiem nie napierdala mnie wówczas głowa, serce, nadwątlona tożsamość oraz wszystko to, co sprawia, że wpadam na pomysł podtrucia się na chwilę budyniową mamą z torebki.

bud

wyobrażam sobie wtedy, że do mojego brzucha wpada magda gessler (jeszcze nie wymyśliłam którędy) i robi te swoje kuchenne rewolucje, dokładnie odcinek specjalny, mianowicie: „flaki”. patrzy od środka na moje wnętrze, cała w beżach, świetlista, jak to ona, wkurwiona, jak to ona i pokrzykuje „co za syf”, tudzież „wypierdalać”, również jak to ona. piekli się i żołądkuje, łaskocząc tym samym moje kosmki jelitowe swoim bujnym włosiem, a mnie wcale nie jest do śmiechu, bo moje posłuszne jelitka wzięły dosłownie jej „wypierdalać” i oddają treść którędykolwiek.

myślę sobie, że szkoda, że nie mogę magdy gessler wpierdolić do głowy i do serca. że jakby pokrzyczała takie soczyste i jędrne, jak argentyński stek, „wypierdalać”, to wszystkie idiotyczne myśli i uczucia by zwyczajnie wypierdoliły. i koniec byłby rozterek, powrotów, podróży w przód i w tył, zupełnie niepotrzebnych, bo przeszłość już była, a przyszłość dopiero będzie.

tu i teraz magda gessler wypierdoliłaby mi z głowy nadgnite koreczki moich zjełczałych myśli, spróchniałe wykałaczki, na które starannie przez lata nadziewałam żal, krzywdę, poczucie winy, poczucie niesprawiedliwości, wstyd i inne takie gorzko-kwaśne kawałki w ilościach hurtowych. że do serca by się wbiła i dziabała na patyk szaszłyk z tęsknię za tym, czego nie ma i nie będzie; nie kocham się; jestem słaba; dlaczego mnie zostawiłeś/zostawiłaś; kto kocha, ten odchodzi; powinnam być wdzięczna; boję się, o kurwa, jak ja się boję i od nowa: tęsknię, nie kocham, dlaczego, o kurwa, boję, a to wszystko obficie posypane „nie wiem”. i ona by to wyrzuciła. do kubła. podpaliła. wyjebała w chuj. zniknęłaby to.

i kiedy by poszła, to ja bym ten stan utrzymała i jeszcze sumiennie wymiatała wilgną szmatą jakieś odpryski z gatunku „ja to wszystko głową wiem, ale to nie działa”, pomieszane z fusami straszków, które przed panią gessler madzią ukryłam w zakamarkach siebie samej, też madzi. bo chciałabym, żeby wewnątrz mnie było przejrzyście i pachniało.

budy

i w sumie nic nie stoi na przeszkodzie, żebym co wieczór, co rano, w południe, kiedy bądź, taką magdę gessler do siebie na rewolucję zaprosiła.

tylko, że aktualnie zamiast mózgu mam budyń.

Komentarzy
  • Ella
    Odpowiedz

    Na zycie nie ma recepty. Na chwilke radosci polecam zamiast z tymi eee1234,
    Taki budyn mojej babci. Gotowala mleko, wtedy jeszcze krowie, mi tez jelitka sie buntuja, wiec kupuje kozie, albo bez lactozy…wrzucam 3rzy kostki gorzkiej czekolady i dodaje make ziemniaczana z odrobina wody…I wychodzi budyn czekoladowy, polecam.Xxx

  • Jola
    Odpowiedz

    O matko jedyna …i corko tez 😁 …trzymaj sie Siebie 😀 musi byc gorzej zeby bylo lepiej …jak mantra 😊 bedzie dobrze 😁 pozdrawiam z dygnieciem😗🤗

  • Evi
    Odpowiedz

    Matko, no ty juz jak cos powiesz, to powiesz. Siarczyscie, jak Madzia Gessler 🙂

  • Ela
    Odpowiedz

    Tulę

  • Asia
    Odpowiedz

    Czuje podobnie, tyle ze chodzę na terapie. Nawet pomaga tylko jest droższa od budyniu.., 🙂

  • Joanna
    Odpowiedz

    Matko, a terapia się nie sprawdza w Twoim wypadku? Farmakologia?

    • Daria
      Odpowiedz

      ty tak na serio?

    • Lilka
      Odpowiedz

      przecież pisanie jest terapią… tak myślę…. Magda się dzieli a my (ja) bierzemy i metafizycznie-ontologicznie łączymy się w bólu/strachu/żalu/pretensji i może jest ciut lepiej… pozdrawiam

  • Fabian
    Odpowiedz

    A może spróbuj galaretki…

  • Joanna
    Odpowiedz

    Matko, nie wiem, ile lat bujałam się z myślami, które tu wrzucasz…byłam najbardziej nieszczęśliwie skrzywdzoną i najniepewniejszą nieszczęśliwą istotą ever.

    aż pierdolonęło na maxa, świat mi zrobił wstrząsnienie mózgu i serca…

    często myślę o Tobie, choć to dziwne myśleć o kimś, kogo się nie zna, a tylko czyta się jego myśli i duszę… Czasem chciałabym Cię przytulić, a czasem powiedziec- dosć.
    Tylko wiesz, nikt, prócz Ciebie nie jest Tobą 🙂 I nikt na świecie nie przytuli i nie kopnie w dupę, jeśli Ty sama tego nie zrobisz.

    wybacz, jeśli to zbyt szczery komentarz… Uwielbiam Cię, kobieto, podziwiam i admiruję. Dajesz ludziom w tym miejscu myśli i drapiesz się do krwi.

    Winna Ci bylam tę szczerość 😉

    Jestem myślami z Tobą.Chciałabym móc naprostować Ci ścieżki i wygładzić chropowatość świata, ale wiem, że nie mogę…

    Uscisk :*

  • Wiolka
    Odpowiedz

    Mnie nawet ten budyń nie smakuje dzieciństwem, już się w terapii dowiedziałam, że jednak było zjebane. Wkurwia mnie tylko, że się posypało właśnie teraz, gdy mam to wszystko, czego od życia oczekiwałam. Po 40stce, kiedy jest czas dla siebie, można rozwinąć skrzydła – mi nagle odpadły. Same. Ta po prostu. Jakby się nagle okazało, że moje życie to nie to?

  • alicja
    Odpowiedz

    Ty masz budyń, ja chińską zupkę. nie wiem, co gorsze. ale przecież TO nas nie zabije, co?!

  • Małgosia
    Odpowiedz

    Ślicznie pani wygląda 🤗

  • marta
    Odpowiedz

    Matko, jak patrzę na to Twoje zdjęcie, to widzę, że jesteś i pachnąca, i przejrzysta, i w ogóle taka ładna… W środku i na zewnątrz 🙂

  • Beata
    Odpowiedz

    To tak jak u mnie Wiola. Też po 40stce, też mam wszystko. Maz spoko, dzieci odchowane! Swiat stoi otworem. Tylko żyć, cieszyć się! Nie umiem, skrzydel brak. Przytulam ciepło!

  • Ania
    Odpowiedz

    Świetnie piszesz. Jesteś mądra. Jesteś dobra. Za dużo myślisz. Tak to jest. Przedwczoraj na oblodzonej drodze wpadłam w poślizg i do rowu. Rozwaliłam samochód i wyszlam z tego bez szwanku. Teraz myślę inaczej. Głównie dziękuję

  • Ania
    Odpowiedz

    A może kogel-mogel 🙂

    • Anna
      Odpowiedz

      Tylko nie w ilościach budyniowych

  • loonei
    Odpowiedz

    Taki śmietnik w głowie to zwykle przekleństwo, a jeszcze kiedy w tym kopiemy, odkopujemy, szperamy, to robimy sobie kuku, na co wylanie budyniu czy kaszki manny pomaga…o tyle o ile, że to zalewa 😉 Z drugiej strony bez tego śmietnika, nie byłoby nas takimi jakimi jesteśmy, tak, ze skoro nie da się tego wypierdolić, to trzeba może jednak pokochać? Baaa…

  • Magda
    Odpowiedz

    Nie wiem, co Ci napisać, ale nie mogę tego tekstu pozostawić bez dania Ci znać, że to przeczytałam i że też bym chciała taką Magdę Gessler do głowy zaprosić czasami. Jak się czyta Twoje wpisy, to w nich jest takie czyste dobro i taką niewyobrażalna miłość do córek, że aż mi się typ w głowie nie może pomieści.

Zostaw komentarz

Start typing and press Enter to search