mój boże jak ja się pięknie smucę.

jak ja smaruję się czarnym klejem do tapet od środka, jak ja się od wewnątrz starannie wykładam stęchlizną.

jakie myśli tłuste, złe lęgną się we mnie, jak je pasę gorzkim miodem.

jak gęsto od śluzu, co kapie z serca. jak gęsto od oszczerstw, wykrzykników do mnie samej.

jak ja się potrafię wyraziście nie szanować. jak zabrać sobie wszystko.

jak ogryźć skórki i paznokcie, i kołysać się jak wtedy, w dzieciństwie, na kanapie koło pieca w dużym pokoju. sama. ze wszystkimi, a sama.

jak ja dobrze znam ten ból, jak on we mnie uruchamia lawinę złego. jak kamienie sypią się na mnie, śliskie, zimne głazy jak zasypują mnie aż tracę dech. jak leżę przygnieciona, mimo że idę, ze spuszczoną głową, ale idę. zagrzebana w lepkiej czeluści. gdzie jest góra wiem tylko, kiedy splunę. spluwam więc często, na siebie, żebym wiedziała gdzie ta góra i żeby tam nie iść. nie daję rady iść w górę, spadam z obłych, oblepionych strachem kamieni, zjeżdżam raniąc także ciało.

wtedy czuję, że mam ciało. obite. poezja wylewa się ze mnie zieloną, parującą gnojówką. czarna dusza, zło, zło. boli mnie skóra, włosy. boli mnie to, co pod skórą. mam pod skórą śrut, ktoś strzelał do mnie, jak do kota przyjaciół. ocieram się o beton z mojego wnętrza właśnie w tych miejscach, gdzie pod skórą śrut. w powstałe rany płaczę gęstymi łzami, żeby piekło. piekło.

w tym samym momencie biegnę uśmiechnięta dziesięć kilometrów. trenuję od miesiąca, chcę złamać godzinę, biegnę pięćdziesiąt trzy minuty. nie odczuwam żadnej satysfakcji. po chuj ja biegnę? jak w życiu. co ja chciałam złamać? duszę?

czytam 100hrmax przed biegiem: biegnij tak, jakbyś w dłoniach miał motyle. to jest w ogóle ładne porównanie. postanawiam tak żyć, jakbym miała w dłoniach motyle. niestety jako siewca zła zmiażdżyłam wszystkie. w mokrych, spoconych, zapłakanych i zaciśniętych pięściach niosę już tylko kolorowe truchła, których nie mam nawet odwagi wyrzucić. niosę śmierć i zagładę. głównie sobie. kiedyś byłam motylem, całkiem niedawno, chciałam poderwać się do lotu, ale życie mnie ścisnęło w swojej kościstej, zimnej dłoni. odrodziłam się wątłą ćmą. lgnę do światła, a ono mnie zabija.

mój boże, jak ja pięknie umieram. każdego dnia. w białych butach na instagramie, w różowych butach w lesie, w nowym, niebieskim kasku na rowerze. umrę kolorowa z roztartymi na czole ciałami motyli, delikatnymi, których nie doniosłam.

moje dziecko kiedyś wymyśliło, że chce kredkę ciemnoczarną. śmiałam się. teraz ja cała jestem ciemnoczarna. bolą mnie pogryzione palce, krew sączy się z oskubanych skórek, nie mogę nawet dobrze i kompulsywnie rozdrapywać strupów na twarzy i głowie, kiedy wyrywam sobie w ciszy włosy i brwi. w tym samym czasie jestem w telewizji i na scenie. uśmiecham się do zdjęć i nie odbieram trudnych telefonów. w jednym czasie rozlewam się pod kocem, moje ciało, moja dusza gnije i puchnie jak trup w rzece oraz robię dzieciom pod tym samym kocem bazę i gadam głosem robota. śmieją się.

nie wiem kim jestem.
jestem?
jstm.
brakuje mi wszystkiego.
nawet samogłosek.

Komentarzy
  • Unknown
    Odpowiedz

    Gdzie jesteście, okrutne motyle,
    Pawie oczy, żałobniki, admirały,
    Fruwające kwiaty i robaki,
    Wytarzane w czarodziejskim pyle,
    Który nocą ze skrzydeł strząsały
    Obłąkane, rozśpiewane ptaki!

    Przecież dawniej bywało was tyle,
    Kiedy byłem szalony i mały,
    I goniłem was w pożodze białej
    Z zadartymi, ślepymi oczyma,
    Nakłuwałem was żywcem na szpile,
    Wy, okrutne arabskie motyle,
    Jaka wiedźma w uwięzi was trzyma?

    O, na łące w złote dni gorące
    Drgał i skakał pęd dzikiej obławy,
    A gdy siatka zielona spadała
    Na splątane jadowite trawy,
    To pod merlą biło-trzepotało
    Me schwytane serce fruwające
    I jak motyl z rąk się wymykało.

    Czarne cętki, zielone obwódki,
    Wycinanki, jaskółcze ogony,
    Purpurowe i pomarańczowe
    Gąsienice w puszce, szpilki, trutki,
    Myśli jasne – wody kolorowe –
    Pył roztarty – eteryczne zgony!
    O, chaosie! O, barwne miliony!
    Śnie najdroższy i tak bardzo krótki!

    – Gdy mnie ciemne wino otumani,
    Gdy upiorna księżna ocygani
    Srebrnym sierpem na sierpniowym niebie,
    Wyjdę wtedy na łąkę cichaczem
    I przywołam was dziecięcym płaczem
    Do siebie.

    Przyfruniecie, opadniecie w bezsile,
    Trupie główki, ostatnie motyle…

  • I matylda
    Odpowiedz

    Brakuje mi Twoich opowiadan o byciu matka jedyna…dziewczynki Twoje to tez motyle❤

  • iw.nowa.2.0
    Odpowiedz

    Nie napiszę, że jestem z Tobą, bo nawet mnie nie znasz. Napiszę, że chłonę niczym ambrozję wszystko, co napiszesz. Kiedyś się uśmiechniesz. A teraz przykrywam kocem.

  • Grazyna Talebe
    Odpowiedz

    Matko! Siły, odwagi i koloru :*

  • Ania z osobiedlamnie
    Odpowiedz

    Przeczytałam raz. I drugi. I przeczytam jeszcze raz.
    Tak "nie być", jak Ty, to sztuka (czyt. moja zazdrość). Każde słowo widzę, czuję jego strukturę i zapach, nawet oddycham tym samym rytmem, co to smucenie Twoje.
    I pod paznokciami coś mam na stop procent…

  • cypresshill
    Odpowiedz

    współ-czuję z Tobą. jest mi przykro po ludzku, bo nic nie mogę.

  • szumiki3
    Odpowiedz

    #matkojedyna, tak to jest. Dwa kroki do przodu, jeden w tył, żadna zmiana, żadna droga ku lepszemu nie wiedzie tylko w górę. Będą, zakręty, będą zaułki, będą zawrotki. Ale idź, nie poddawaj się, nie rezygnuj. Biegnij, choć nie wiesz, po ch*j, płyń, choć zastanawiasz się po jaką cholerę. Jeśli brakuje Ci sił, każ się bliskim wypchnąć na rower. Jedź i rycz, biegnij i się wk*rwiaj, ale rób to, nawet wbrew sobie, choć dla siebie. Do zwrotu coraz bliżej, słońce już za kolejną górką. Jeszcze trochę. Jestem z Tobą, myślę, trzymam kciuki.

  • Magdalena Gie.
    Odpowiedz

    O matulu, jakie to przerażająco prawdziwe… sad

  • Adrianna Grabińska-Kroczyk
    Odpowiedz

    Cienka jestem w modlitwach, ale taka jedna wieki temu zapadła mi w pamięć i gdy tracę barwy (a :uwierz – w mojej branży niemal co chwilę) to sobie "wyklepuję" w głowie taki tekst: "Udziel mi cichej wytrwałości fal. Spraw, żeby każda ucieczka, była okazją do posunięcia się naprzód". Działa. Kolor wraca. Wolniej-szybciej ale wraca. Może ktoś tam słucha tych szptanych w duszy rozważań o falach. Lubisz fale?

  • Patysiowa mama
    Odpowiedz

    Ciary mam po samą dupe… przytulam mocno choć wirtualnie…nie wiem jak więcej pomóc, szkoda że nie znamy się osobiście…byłabym obok

  • Kanał autorski M.A.K.
    Odpowiedz

    I znowu potwierdza się, że kobiety mają jaja. Inteligentna jesteś, rozumiesz, co mam na myśli. Bardzo podoba mi się Twoja wiwisekcja. Wiem, ohydnie to tu brzmi, ale jak oddziaływuje…
    Tu nazywają mnie: patrz nick. Na fejsie… znajdziesz mnie 😉 Niewielu facetów komentuje Twoje posty smile

  • Unknown
    Odpowiedz

    wspólnota dzogczen chyba pl

  • prosto w ranę.pl
    Odpowiedz

    wspólnota dzogczen pl

  • Krzysztof
    Odpowiedz

    Trzymaj się …. trzymaj
    albo krzycz z całych sił krzycz
    będziemy nasłuchiwać
    bdzm

  • diabel-w-buraczkach
    Odpowiedz

    Ja tez niezwykle umiejetnie niszcze sama siebie, od lat. I po co, dlaczego? Ano nie wiem. Inaczej nie umiem juz. Ciagle glowe z tego blota podnosze, nogi wyciagam, zeby jednak dalej isc jakos, po cos, po co? Nie wiem po co. Ale jeszcze ide, powoli, ale ide.
    Powrotu motyli zycze :*

  • kasia
    Odpowiedz

    !!! wow

Zostaw komentarz

Start typing and press Enter to search

Class aptent